Założyłam coś na kształt różowych okularów.
Jak mi przykro - nie zadziałało.
Pokrótce opowiem, że to nie moja bajka. Mieszkać tu, żyć tu.
Lubię przestrzeń, lubię zieleń, lubię oddychać powietrzem wydychanym przez Ciebie.
Lubię, gdy moje poduszki pachną miłością i kiedy można popatrzeć sobie w oczy.
Chciałam powiedzieć Ci coś ważnego, bo kimś ważnym byłeś. Nie uciekniesz, uciekają tchórze. Nie mogę Cię nim nazwać. To co powiem, może wydawać Ci się śmieszne, ale uśmiecham się, gdy myślę o tych okularach, które mi podarowałeś. Mimo tego, że w moich rękach nie ma z nich żadnego pożytku i mimo tego wszystkiego co przez nie obserwowałam, to tęsknie. Kiedyś było tak cieplutko, tak różowiutko. Ja żyłam na polanie pełnej kwiatów, spleciona z nimi. Słońce delikatnie muskało moją twarz, wszystko pachniało jak świeża pościel. Uwielbiam zapach świeżej pościeli, a Ty? Nawet gwoździe, nawet potłuczone szkło może być przewygodne, kiedy patrzy się przez zamknięte oczy. Chciałam tylko leżeć i upajać się chwilą, którą mi podarowałeś. Dlaczego trwała tak długo? Przecież chwile są krótkie, ta była zdecydowanie za długa. Zapomniałam przez to, gdzie w ogóle się znajduję. Wcześniej to była delikatna polanka, daleko od miasta z małym domkiem gdzieś w oddali. Potem okazało się, że to tylko kawałek trawy koło drogi. Ktoś mnie tam wyrzucił, kiedy byłam lekko nieprzytomna. Przeleżałam tam kilka lat, nie pamiętam kto mnie obudził, ale nienawidzę go za to. Jak dziwnie można postrzegać rzeczywistość, kiedy zdaje się być ona zaledwie symulacją Twoich pragnień. Muszę przyznać, że wygodniej było koło drogi, tak beztrosko. Nawet przejeżdżające samochody nie były w stanie zakłócić tego, co tworzyło się w mojej głowie. Szkoda... Dzisiaj znów nie wiem gdzie jestem. Wyobrażam to sobie jako jakąś małą drewnianą chatkę, gdzieś wysoko w górach. Jest dość chłodno, mało kto tu zagląda. Ja lubię siedzieć na drewnianej poręczy od schodów, oglądać drzewa z góry, wydychać parę ustami i przyglądać się, jak moja herbata szybko stygnie. Mam na sobie ciepły sweter, trochę wyciągnięty, bo teraz jestem sama. Nie ogrzeje mnie ciepło niczyich rąk, bo jakoś tak się składa, że żadne ręce nie nadchodzą. I tak sobie myślę, że to tylko moje wyobrażenie. A gdybym tak po prostu przestała oddychać tamtym powietrzem i przeniosła się nad morze? Ciepłe morze, ciepły piasek, który oddawałby mi swoje ciepło, a ja wieczorem półnaga oglądałabym zachód słońca. Iście romantycznie, tylko czy tam znów nie byłabym sama? Może moja wyobraźnia podsunęłaby mi kogoś dobrego. Nie. To się nie uda. Ten domek w górach jest mocno realistyczny. Chcę tu być. Trzymać w ręku książkę, czuć zapach sosen. Tutaj też jest zapach czystej pościeli spowitej drewnianą wonią. Widzę, że się uśmiechasz. Ja staram się odwzajemnić ten uśmiech, ale bez tych okularów to jednak ciężkie, bo widzę Cię takim, jak wszyscy dookoła. Zakładam różowe filtry na oczy i od razu jest lepiej. Oni nie wiedzą jaki jesteś. Tylko ja wiem. Tylko ja...
Zamykam drzwi do domku, bo jest mi zimno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz