Jednego dnia myślisz sobie, że nic nie ma sensu, że ktoś kiedyś ułożył taki scenariusz dla Ciebie i nic nie jesteś w stanie z tym zrobić. Godzisz się na nieszczęścia przydarzające się Tobie, nie mając świadomości, ze tak naprawdę sam jesteś odpowiedzialny za to wszystko dookoła.
Pewnego dnia siadasz z kubkiem przed chwilą zaparzonej herbaty, bierzesz książkę do ręki i nagle dostajesz olśnienia. Nie ma czegoś takiego, jak plan dla mnie stworzony. Jestem panem swego losu i mogę wszystko zmienić. Jesteś jak perpetum mobile nieustającego szczęścia. Myślisz, że możesz więcej, że każdy dzień jest nowym początkiem i nieważne jaki byłeś wczoraj, co mówili o Tobie inni. Zaczynasz żyć według własnych reguł, żyjesz tak, jak zawsze chciałeś.
Kolejnego dnia siadasz dumny z siebie z kubkiem herbaty, sięgasz po książkę i dochodzisz do wniosku, że po co było to wszystko. Ta cała zmiana. Nikt jej nie zauważył, każdy dziwnie patrzył na Twoje zachowanie, bo byli przyzwyczajeni do czegoś innego. Ludzie usilnie próbowali wcisnąć Cię w starą ramkę i co robisz? Poddajesz się im. Herbata stygnie, odkładasz książkę i czujesz tylko, jak łzy spływają powoli po policzku. Myślisz sobie, że Ciebie na pewno nie dotyczy to, że można się zmienić. Każdy może, ale nie ja.
Pamiętaj, że któregoś dnia, naprawdę któregoś dnia, znów usiądziesz z książką i herbatą i pomyślisz "tak, dziś jest ten dzień, kiedy mogę tyle zmienić". Proszę Cię. Tego samego dnia, kiedy znów pomyślisz, że wszystko się ułoży, że dasz z siebie wszystko, przypomnij sobie, że może zdarzyć się dzień zwątpienia, który pewnie już przeżyłeś, skoro znajdujesz się właśnie tutaj. Przypomnij sobie o tym, że to tylko jeden dzień, ale jutro będzie kolejny, nowy początek i wszystko dalej będzie tak, jak chcesz. Nie marnuj szansy na dążenie do doskonałości, na dążenie do akceptacji samego siebie. Skoro ludzie przyzwyczaili się do "starego" Ciebie, to do nowego też kiedyś przywykną. Nie warto znów zaczynać wszystkiego od początku. Może lekko się cofniemy, może spadniemy o szczebel niżej.
Nie chcę po raz kolejny przechodzić tego, co było dawno. A niestety, nieustannie do tego zmierzam. Tak bardzo chciałam, żeby ludzie mieli mnie za kogoś innego, kogoś na kogo pracowałam bardzo długo. Nie zauważyłam, że nic się nie zmieniło. Ludzie sprzed ośmiu lat, myślą o mnie dokładnie to samo, co Ci, którzy są blisko teraz. Nie taki miałam plan. Inne były założenia. Nie wiem gdzie zrobiłam błąd, ale nie chce mi się czasem na siebie patrzeć. Kiedy widzę, że znów zataczam koło. Kiedy myślałam, że jestem już taka mądra, że tyle się nauczyłam... Niczego się nie nauczyłam. Powiem więcej. Mam wrażenie, że się cofnęłam. Niby wiem więcej, ale coraz mniej stosuje się do tego, co pozwoliło mi przetrwać.
Dlatego proszę Ciebie i siebie samą. Nie poddawaj się, bo ktoś nie widzi zmiany. Nie dawaj ludziom wepchnąć Cię z powrotem do dziupli, z której chcesz wypłynąć. Żyj własnym życiem i uczyń je pięknym dla samego siebie.
"Idź i nie grzesz więcej."
29 grudnia 2014
7 grudnia 2014
Please...
Śniło mi się ostatnio, że Cię zabiłam.
Nie. To nie był sen. Gdyby nim był, to obudziłabym się w łóżku, a nie na środku chodnika w drodze do domu.
Było lato. Liście, jak żywe poruszały się na wietrze, kołysane przez gałęzie. Poczułam przyjemny, ciepły podmuch wiatru. Szłam zaczarowana pięknym, otaczającym mnie widokiem. Byłam jednością z przyrodą, nigdy nie byłam tak dopasowana do przestrzeni powietrznej, jak wtedy. Nagle poczułam okropny ucisk w klatce piersiowej. Mocny impuls uderzył mi do głowy, zachwiałam się na nogach. Myślałam, że to upał daje się we znaki.
Zobaczyłam Ciebie. Szedłeś cały rozpromieniony z nowym przyjacielem u boku. Wokół Ciebie wciąż było lato, a koło mnie zebrała się zima. Dzielący nas dystans przeszłam w ciągu kilku sekund. I nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to się stało. Poczułam metal pod palcami. Trzymałam mocno w zaciśniętej pięści nóż. Wiedziałam od razu, co zamierzam z nim zrobić. Stal błysnęła przed moimi oczami. Mój cel jest słuszny, powtarzałam sobie w myślach. Nim się obejrzałam, ostrze było wbite w krtań Twojego towarzysza. Ciebie nie chciałam zabijać, uwierz mi. Chciałam Cię uwolnić, chciałam dać Ci schronienie. Wtedy Ty złapałeś mnie za rękę. Chciałeś go obronić. Nie spodziewałeś się, że mogłam nabrać takiej siły. W przerażającym odruchu, wykręciłam Twoją rękę i rozpoczęłam nieprzerwany atak. Widziałam tylko nóż i miejsce, w które na zmianę uderzałam i wyjmowałam narzędzie zbrodni. Po chwili Twój brzuch był wypełniony ogromną ilością krwi. Zanim upadłeś na ziemię, spojrzałeś w moje oczy. Twoja twarz przyjęła błagalny wyraz.
Znów poczułam ten ucisk. Zima opanowała wszystko. Dwa ciała leżały przede mną, jako dowód mojego załamania psychicznego. Krew wyciekała na puszysty śnieg. Zwłoki powoli zostały przykryte cienką warstwą białego puchu.
Ocknęłam się, dokładnie w tym miejscu, gdzie dokonałam najgorszego. Przystanęłam na chwilę. Czy to wydarzyło się naprawdę? Jak znalazłam się nagle w tym miejscu, skoro jeszcze 5 sekund temu byłam o wiele dalej? Ogarnęła mnie nienawiść do samej siebie. To nie był sen, ale jawa też nie.
Uspokój myśli. Unikaj zła, które próbuje się obudzić w Tobie i zacznij je zwalczać dobrem.
Ty nie musisz się mnie bać.
Ja zaczynam bać się siebie.
Nie. To nie był sen. Gdyby nim był, to obudziłabym się w łóżku, a nie na środku chodnika w drodze do domu.
Było lato. Liście, jak żywe poruszały się na wietrze, kołysane przez gałęzie. Poczułam przyjemny, ciepły podmuch wiatru. Szłam zaczarowana pięknym, otaczającym mnie widokiem. Byłam jednością z przyrodą, nigdy nie byłam tak dopasowana do przestrzeni powietrznej, jak wtedy. Nagle poczułam okropny ucisk w klatce piersiowej. Mocny impuls uderzył mi do głowy, zachwiałam się na nogach. Myślałam, że to upał daje się we znaki.
Zobaczyłam Ciebie. Szedłeś cały rozpromieniony z nowym przyjacielem u boku. Wokół Ciebie wciąż było lato, a koło mnie zebrała się zima. Dzielący nas dystans przeszłam w ciągu kilku sekund. I nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to się stało. Poczułam metal pod palcami. Trzymałam mocno w zaciśniętej pięści nóż. Wiedziałam od razu, co zamierzam z nim zrobić. Stal błysnęła przed moimi oczami. Mój cel jest słuszny, powtarzałam sobie w myślach. Nim się obejrzałam, ostrze było wbite w krtań Twojego towarzysza. Ciebie nie chciałam zabijać, uwierz mi. Chciałam Cię uwolnić, chciałam dać Ci schronienie. Wtedy Ty złapałeś mnie za rękę. Chciałeś go obronić. Nie spodziewałeś się, że mogłam nabrać takiej siły. W przerażającym odruchu, wykręciłam Twoją rękę i rozpoczęłam nieprzerwany atak. Widziałam tylko nóż i miejsce, w które na zmianę uderzałam i wyjmowałam narzędzie zbrodni. Po chwili Twój brzuch był wypełniony ogromną ilością krwi. Zanim upadłeś na ziemię, spojrzałeś w moje oczy. Twoja twarz przyjęła błagalny wyraz.
Znów poczułam ten ucisk. Zima opanowała wszystko. Dwa ciała leżały przede mną, jako dowód mojego załamania psychicznego. Krew wyciekała na puszysty śnieg. Zwłoki powoli zostały przykryte cienką warstwą białego puchu.
Ocknęłam się, dokładnie w tym miejscu, gdzie dokonałam najgorszego. Przystanęłam na chwilę. Czy to wydarzyło się naprawdę? Jak znalazłam się nagle w tym miejscu, skoro jeszcze 5 sekund temu byłam o wiele dalej? Ogarnęła mnie nienawiść do samej siebie. To nie był sen, ale jawa też nie.
Uspokój myśli. Unikaj zła, które próbuje się obudzić w Tobie i zacznij je zwalczać dobrem.
Ty nie musisz się mnie bać.
Ja zaczynam bać się siebie.
30 września 2014
Shoot me in the face.
Wytańcz mnie.
Mijamy się codziennie, patrząc na siebie uważnie. W sumie - nie odrywamy wzroku, kompletnie zapatrzeni w ruch naszych źrenic. I tak, jak ja zawsze myślałam, że nie potrafisz uważnie obserwować, tak i Ty myślałeś, że nie potrafię utrzymać kontaktu, że jestem na to za słaba. Myślę sobie - czy to ja jestem słaba, bo nie chciałam wlepiać ślepi natrętnie? Możemy tańczyć tak w kółku - milcząc. Potem to się zmieniło. Ciekawa jestem czemu. Zacząłeś powoli męczyć się, gubić krok, wyczuwałeś, że to ja mam energetyczną przewagę i nie mogłeś zrozumieć dlaczego. Mocniej odczuwałam emocje od Ciebie, bardziej mnie wszystko doświadczało, ale w związku z tym nauczyłam się lepiej sobie z tym radzić. Padłeś. Byłeś zmęczony, wyczerpany, wykończony psychicznie. Wytłumacz, dlaczego tak strasznie przytłaczały Cię moje oczy? Dlaczego prosiłeś, żebym nie patrzyła już tak? Jak? Mówiłeś, że to agresja, że boisz się mnie, bo jestem silniejsza. Stałam się taka, a Ty osłabłeś, bo po prostu już chciałeś. W tym spojrzeniu kryła się głęboka miłość, która kroiła Twoją wątłą duszę, jak ostry miecz. Za dużo szczerości w nim było. Cały ten taniec, walka ze sobą, pokazała mi, że Ty wciąż grałeś, a ja włożyłam całe emocje, całą energię w to, żeby wyglądać pięknie, żeby innym przyjemnie patrzyło się na to widowisko. Twój ruch męczył innych, wszyscy widzieli, że to wyćwiczona rola. Mimo wszystko przedstawienie to było dobre. Dwoje kochanków, bijących się o atencję. Ale czyją?
Pozwoliłam sobie na chwilę odpoczynku, mała przerwa na łyk wody. Jestem gotowa, żeby podjąć dalszą walkę. Ty za to miałeś sporo czasu, dla mnie upłynęło to jak pięć minut. Chcę jeszcze raz zatańczyć, ale tak do końca, do końca prawdziwie.
21 września 2014
Forgive me.
Sympatia, przywiązanie i ostatecznie zrozumienie. Wydaje Ci się, że to posiadasz i nagle pewnego dnia, którego w ogóle się nie spodziewasz, to odchodzi. Tak samo, jak wydawało Ci się, że znasz siebie, tak samo wydawało Ci się, że znasz kogoś. Druga osoba stała się wyznacznikiem Twojej osobowości i nagle znikła. To dlatego zatraciłeś siebie czy po prostu nigdy tego nie odnalazłeś?
Gubię się w tym jak strasznie skomplikowani są ludzie i wszystko to, co z nimi związane, co odbija się w ich duszy. Każdy dąży do głębokiego poznania, bo wtedy wydaje mu się, że osiąga jakiś wewnętrzny spokój. Tak naprawdę nigdy niczego nie poznamy do końca, tak szczegółowo jakbyśmy tego chcieli. Jak moglibyśmy to zrobić, kiedy nie znamy siebie? Życie jest nieprzewidywalne i rzuca nas czasem w takie zakamarki naszej podświadomości, że nie potrafimy sobie z nimi poradzić. Po raz pierwszy musimy zmagać się z jakimś problemem, którego istnienia jeszcze wczoraj nie byliśmy świadomi.
Czasem brakuje nam tego, brakuje nam, żeby ktoś po prostu zrozumiał. Lepiej zrozumieć samego siebie. Poznać siebie. Zaprzyjaźnić się z sobą, unikać pustki w sercu, bo kiedy mamy siebie, mamy wszystko. Jak możemy wypełnić coś, czego pochodzenia nie znamy. Więc zacznijmy od siebie. Wtedy będziemy mieli miłość, przyjaźń, zrozumienie, zaufanie na wyciągnięcie ręki.
Dawanie jest o wiele bardziej korzystne, jeśli mamy czym się dzielić.
Wydaje nam się, że jeśli nie akceptujemy siebie, to potrzebujemy poznać kogoś, kto zrobi to za nas. Ale jak możesz dać komuś miłość, jeśli nie ma jej w Tobie? Jak możesz akceptować czyjeś wady, jeśli nie akceptujesz swoich?
Za długo siedziałam na ganku. Herbata wystygła, a ja patrzyłam zaślepiona w widok gór, z nadzieją, że przyjdziesz. Chciałam żebyś pojawił się choć na sekundę, żebyś pocałował mnie w policzek. Teraz wiem, że wcale nie na to czekałam, nie tego chciałam. Chciałam po prostu kogoś, kto pozwoli mi zapomnieć, że ta herbata jest już zimna.
11 września 2014
Little House.
Wiedziałam, że tak łatwo nie pozwolisz mi odejść. Nie pozwolisz mi, zaszyć się gdzieś daleko od Ciebie, żeby zapomnieć. Nawet kiedy staram się odjechać jak najdalej, Ty zawsze mnie uprzedzasz. Odwiedzasz to miejsce pierwszy, żeby zostawić mi jakoś znak, przypomnienie.
Wiedziałam, że tak łatwo nie pozwolisz mi być szczęśliwą. Nie pozwolisz mi uciec od wspomnień i zbudować radość prosto na swoim sercu.
Nawet kiedy staram się uśmiechać każdego dnia, odnajduję Twoje przypomnienia.
Wiedziałam, że kłamiesz, mówiąc, że chcesz widzieć mnie szczęśliwą. Tak naprawdę nie chcesz tego, gdyby tak było, po co by były te przypomnienia. Dlaczego nie dawałbyś mi spać po nocach i drżeć ze strachu,
kiedy poczuję coś dobrego.
Wiedziałam, że łatwo nie będzie. Ty też to wiedziałeś.
Za dużo wiedzieliśmy, zdecydowanie za dużo.
Czasem lepiej nie wiedzieć jest.
Podobno im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. To prawda. Tylko kiedy jesteśmy nieświadomi czyhającego nieszczęścia, jesteśmy w stanie rozkoszować się dniem dzisiejszym.
Ale ja nie mogę.
Za dużo wiem, zdecydowanie za dużo.
Czasem lepiej nie wiedzieć jest.
Czy ludzie są szczęśliwi naprawdę? Jak to dostrzec?
Kiedy idę ulicą, zastanawiam się, co myślą Ci ludzie. Co dopiero wydarzyło się chwilę temu w ich życiu, a co dopiero się wydarzy. Czasem widzę kobietę, która idzie - płacze. Mam ochotę spytać się, co się stało. Na myśl przychodzą mi zaraz rzeczy, które dopadły mnie, że nie potrafiłam powstrzymać płaczu nawet na ulicy. Czasem widzę parę, która stoi - kłócą się. Myślę sobie czy to jakaś błahostka, z którą teraz nie potrafią sobie poradzić i to tylko emocje wzięły górę czy właśnie przechodzą głęboki kryzys.
Ilu ludzi, tyle historii. Chciałabym je wszystkie poznać. Wiem - to niemożliwe, ale nadzieja, że kiedyś to się stanie jest silniejsza. Mogę mieć nadzieję. Tak samo, jak mam nadzieję, że kiedyś spojrzę w lustro na siebie tak, jak kiedyś. Że Ty spojrzysz...
Trudno mi dostrzec w sobie jakieś zmiany, ale tak - definitywnie zmieniłam się. Tylko kiedyś potrafiłam ocenić czy na lepsze czy gorsze. Teraz myślę, że nie ma takiej hierarchii.
Zmiana to zmiana, nastąpiła, a wiec musiała.
Powinnam to zaakceptować, że to nieuchronne, że nie zatrzymam żadnej chwili.
Dzisiaj nie widziałam słońca. Po prostu go nie ma. Pochmurny dzień, będę musiała wyjść i się z nim zmierzyć. Poczuć się przez chwilę jego częścią, następnie wrócę do domu i odetnę się od niego. Nie na zawsze, bo jutro znów będę musiała to zrobić. Codziennie muszę czuć się częścią otaczającego mnie świata, bo żeby drzewa mogły mówić, ja muszę oddychać. Chciałabym żyć.
Two weeks together, that's all it took, two weeks for me to fall in love with you.
31 sierpnia 2014
Bad decisions.
Witaj drewniany domku, witaj. Jednak nie ma siły na uwolnienie się od Ciebie. Niestety im dłużej tu jestem, tym lepiej rozumiem, dlaczego się tu znalazłam. Jest tutaj wszystko co lubię: ciepłe mleko z miodem, piękna pościel, zapach drewna, cała półka z książkami, sosny, ciepły kominek. Nic mi więcej nie potrzeba. Tak sobie myślę, czy kiedykolwiek będzie potrzeba. Niestety mam to do siebie, ze źle lokuję uczucia, że źle wybieram. Męczy mnie moja słabość do tego. Każdy wolałaby trafić w dziesiątkę albo chociaż w ósemkę czy siódemkę.
Ja trafiam w jedynki.
Siedziałam sobie w fotelu, czytając moją ulubioną książkę i nagle zobaczyłam, że ktoś stoi przed domkiem. Był to dość niespotykany widok, cień postaci zasłonił mi litery w książce, więc postanowiłam wstać. Odchyliłam zasłonkę i zauważyłam mężczyznę, był cały przemarznięty, więc mimo obaw otworzyłam drzwi. Zawiało chłodem, w jego oczach było coś, co pozwoliło mi od razu mu zaufać. Wpuściłam go do środka, zaparzyłam herbatę i podałam koc. Rozmawialiśmy jak najlepsi przyjaciele. To bardzo dziwne uczucie, kiedy tak łatwo łapiesz kontakt z kimś obcym, opowiadasz mu swoją bolączki, a nie potrafisz porozumieć się z bliskimi. Śmialiśmy się, przedstawialiśmy swoje historię, a ja robiłam herbatę za herbatą. Mężczyzna ten miał w sobie coś niewiarygodnie przyciągającego. Sposób w jaki się wypowiadał, jego mowa ciała nie wskazywały na to, że ma złe zamiary. Był dość nieśmiały, jednak wspólny język pozwolił na swobodną rozmowę. Nie mieliśmy ochoty zaprzestawać, jednak sen nas zmagał i musieliśmy położyć się spać. Pozwoliłam spać mu na dole przy kominku. Przygotowałam ciepły kąt. Mimo zmęczenia długo nie mogłam usnąć, myśląc jak ciepło zrobiło się, kiedy przyszedł. Na drugi dzień zeszłam zaspana na dół. Z uśmiechem na twarzy powitałam jego i ziewając powiedziałam dzień dobry. Niestety jego już nie było. Zastałam tylko puste kubki po herbacie, koc złożony w kostkę i poduszki wytrzepane i ułożone na nim. Ciepło i radość, którym jeszcze wczoraj było wypełnione to pomieszczenie, uciekło bezpowrotnie. Wiem, że nie wróci. Precyzja z jaką opuścił mój domek, nie dawała innej odpowiedzi. Nie wiem czemu myślałam, że zostanie na dłużej. Miałam tylko nadzieję, bo tak dawno nikogo tu nie było. Tak dawno z nikim nie mogłam porozmawiać w ten sposób i poczuć się naprawdę zrozumianą. Niestety ludzie przychodzą i odchodzą, a ja nadal jestem w tym domku. Morze to naprawdę kusząca propozycja, ale to tylko zmiana miejsca, bo samotność zostanie ta sama. Lepiej było żyć w obłędzie, w błogiej nieświadomości.
Nie wiem czy pozwolę sobie jeszcze kiedyś na wpuszczenie tu kogoś obcego. Fakt niewyobrażalnie miło móc wreszcie śmiać się w głos, czuć niewymuszony uśmiech na swojej twarzy, ale rozczarowanie które się pojawiło, było nie współmiernie większe od tej radości.
Lepiej było spać.
24 sierpnia 2014
Wooden House.
Założyłam coś na kształt różowych okularów.
Jak mi przykro - nie zadziałało.
Pokrótce opowiem, że to nie moja bajka. Mieszkać tu, żyć tu.
Lubię przestrzeń, lubię zieleń, lubię oddychać powietrzem wydychanym przez Ciebie.
Lubię, gdy moje poduszki pachną miłością i kiedy można popatrzeć sobie w oczy.
Chciałam powiedzieć Ci coś ważnego, bo kimś ważnym byłeś. Nie uciekniesz, uciekają tchórze. Nie mogę Cię nim nazwać. To co powiem, może wydawać Ci się śmieszne, ale uśmiecham się, gdy myślę o tych okularach, które mi podarowałeś. Mimo tego, że w moich rękach nie ma z nich żadnego pożytku i mimo tego wszystkiego co przez nie obserwowałam, to tęsknie. Kiedyś było tak cieplutko, tak różowiutko. Ja żyłam na polanie pełnej kwiatów, spleciona z nimi. Słońce delikatnie muskało moją twarz, wszystko pachniało jak świeża pościel. Uwielbiam zapach świeżej pościeli, a Ty? Nawet gwoździe, nawet potłuczone szkło może być przewygodne, kiedy patrzy się przez zamknięte oczy. Chciałam tylko leżeć i upajać się chwilą, którą mi podarowałeś. Dlaczego trwała tak długo? Przecież chwile są krótkie, ta była zdecydowanie za długa. Zapomniałam przez to, gdzie w ogóle się znajduję. Wcześniej to była delikatna polanka, daleko od miasta z małym domkiem gdzieś w oddali. Potem okazało się, że to tylko kawałek trawy koło drogi. Ktoś mnie tam wyrzucił, kiedy byłam lekko nieprzytomna. Przeleżałam tam kilka lat, nie pamiętam kto mnie obudził, ale nienawidzę go za to. Jak dziwnie można postrzegać rzeczywistość, kiedy zdaje się być ona zaledwie symulacją Twoich pragnień. Muszę przyznać, że wygodniej było koło drogi, tak beztrosko. Nawet przejeżdżające samochody nie były w stanie zakłócić tego, co tworzyło się w mojej głowie. Szkoda... Dzisiaj znów nie wiem gdzie jestem. Wyobrażam to sobie jako jakąś małą drewnianą chatkę, gdzieś wysoko w górach. Jest dość chłodno, mało kto tu zagląda. Ja lubię siedzieć na drewnianej poręczy od schodów, oglądać drzewa z góry, wydychać parę ustami i przyglądać się, jak moja herbata szybko stygnie. Mam na sobie ciepły sweter, trochę wyciągnięty, bo teraz jestem sama. Nie ogrzeje mnie ciepło niczyich rąk, bo jakoś tak się składa, że żadne ręce nie nadchodzą. I tak sobie myślę, że to tylko moje wyobrażenie. A gdybym tak po prostu przestała oddychać tamtym powietrzem i przeniosła się nad morze? Ciepłe morze, ciepły piasek, który oddawałby mi swoje ciepło, a ja wieczorem półnaga oglądałabym zachód słońca. Iście romantycznie, tylko czy tam znów nie byłabym sama? Może moja wyobraźnia podsunęłaby mi kogoś dobrego. Nie. To się nie uda. Ten domek w górach jest mocno realistyczny. Chcę tu być. Trzymać w ręku książkę, czuć zapach sosen. Tutaj też jest zapach czystej pościeli spowitej drewnianą wonią. Widzę, że się uśmiechasz. Ja staram się odwzajemnić ten uśmiech, ale bez tych okularów to jednak ciężkie, bo widzę Cię takim, jak wszyscy dookoła. Zakładam różowe filtry na oczy i od razu jest lepiej. Oni nie wiedzą jaki jesteś. Tylko ja wiem. Tylko ja...
Zamykam drzwi do domku, bo jest mi zimno.
18 sierpnia 2014
Not good enough.
Nie wiem, nie starałam się - pomyślałam.
Nie wiem czemu, ale kiedy jestem wśród ludzi, kiedy na nich patrzę, staram się zachowywać cząstki normalności. Niestety, jeśli tylko spojrzę gdzie indziej, wyłączam się. Nie słyszę o czym mówią, z czego się śmieją. Jednak w pewien sposób czuję się ich częścią. I kiedy tylko zostaję sama na ulicy, napływają mi łzy do oczu i czuję jakbym wyszła z jakiegoś transu. Jakby wszystko to, co się działo, było tylko symulacją rzeczywistości, czymś co chciałabym widzieć, czymś w czym chciałabym uczestniczyć. Siedząc z ludźmi mam wrażenie jakbym obserwowała ich przez szybę. Dobrze mi, że są, że ich widzę, ale nie mogę do końca z nimi się skontaktować.
Nie umiem powstrzymać się od wrażenia, że jednak życie nie jest dla wszystkich...
Nie wiem czemu, ale kiedy jestem wśród ludzi, kiedy na nich patrzę, staram się zachowywać cząstki normalności. Niestety, jeśli tylko spojrzę gdzie indziej, wyłączam się. Nie słyszę o czym mówią, z czego się śmieją. Jednak w pewien sposób czuję się ich częścią. I kiedy tylko zostaję sama na ulicy, napływają mi łzy do oczu i czuję jakbym wyszła z jakiegoś transu. Jakby wszystko to, co się działo, było tylko symulacją rzeczywistości, czymś co chciałabym widzieć, czymś w czym chciałabym uczestniczyć. Siedząc z ludźmi mam wrażenie jakbym obserwowała ich przez szybę. Dobrze mi, że są, że ich widzę, ale nie mogę do końca z nimi się skontaktować.
Nie umiem powstrzymać się od wrażenia, że jednak życie nie jest dla wszystkich...
Nie jest łatwo odnaleźć siebie, kiedy tak naprawdę nie wiesz czego szukać. Może ja po prostu taka jestem - nie do końca zdefiniowana, niejednoznaczna, a próbuję na siłę wcisnąć się w jakieś ramki, żeby społeczeństwu lepiej się mnie odbierało. Nie umiem rozgryźć siebie. Jak mogłabym tego wymagać od innych. Nie chcę być w ramce, jednak usilnie do tego dążę. Czy nie mogłabym wreszcie zaakceptować tego faktu, że po prostu taka jestem? Dlaczego wszyscy nie możemy?
6 sierpnia 2014
YOU DIED!
Ewidentnie, bezapelacyjnie...
Cieszę się, że znów umarłam, znów poczułam wolność z bycia sobą. Cieszę się, że usłyszałam parę słów, odkryłam kilka prawd. To miłe uczucie, kiedy wiesz, że coś się dzieje w Twoim życiu, że ktoś się dzieje w Twoim życiu. Coraz więcej chwil poświęcam na bycie naprawdę zadowoloną - z siebie i tego małego pałatajstwa wokół siebie. Cieszę się momentami i chwilami, bo to one składają się na większą całość. Mimo codziennych lęków i zdziwień, dochodzę do pewnych miejsc. Jakieś save pointy się człowiekowi czasem należą. Tutaj mój save point i tutaj staram się zregenerować siły. Po raz pierwszy od wielu dni piszę coś w miarę pozytywnego. Pozytywnego w takim sensie, że nie jest to smutne. Zaczynam powoli ogarniać, że taka jestem. Nigdy nie będę optymistką, to raczej mi nie grozi, ale jakoś mogę powoli egzystować w tym świecie, żeby nie czuć się nieszczęśliwą.
Czekam...
Cieszę się, że znów umarłam, znów poczułam wolność z bycia sobą. Cieszę się, że usłyszałam parę słów, odkryłam kilka prawd. To miłe uczucie, kiedy wiesz, że coś się dzieje w Twoim życiu, że ktoś się dzieje w Twoim życiu. Coraz więcej chwil poświęcam na bycie naprawdę zadowoloną - z siebie i tego małego pałatajstwa wokół siebie. Cieszę się momentami i chwilami, bo to one składają się na większą całość. Mimo codziennych lęków i zdziwień, dochodzę do pewnych miejsc. Jakieś save pointy się człowiekowi czasem należą. Tutaj mój save point i tutaj staram się zregenerować siły. Po raz pierwszy od wielu dni piszę coś w miarę pozytywnego. Pozytywnego w takim sensie, że nie jest to smutne. Zaczynam powoli ogarniać, że taka jestem. Nigdy nie będę optymistką, to raczej mi nie grozi, ale jakoś mogę powoli egzystować w tym świecie, żeby nie czuć się nieszczęśliwą.
25 lipca 2014
Silence.
Pochłonęła mnie cisza, która kazała patrzeć w jeden punkt.
Ten martwy punkt.
Jakie znaczenie mają teraz słowa?
A mnie może nie być jutro...
Wskoczyłam w otchłań przemyśleń o skrajnej nieświadomości.
Umrę kiedyś, kiedyś na pewno - pomyślałam.
Jak dużo zostawiłam wspomnień?
Zamarzłam, myśląc o nieskończoności wszechświata i o ulotności mojego oddechu.
Zamarłam, całując cicho Twój policzek.
Pomyślałam o przeszłości, stojąc bez ruchu.
Jak idealnie, że jest nieuchwytny moment w życiu, jak chwila, której więcej nie dosięgniesz.
"Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy" W. Szymborska
Te słowa koją najgorsze rany i wywołują najgorszą depresję.
Ten martwy punkt.
Jakie znaczenie mają teraz słowa?
A mnie może nie być jutro...
Wskoczyłam w otchłań przemyśleń o skrajnej nieświadomości.
Umrę kiedyś, kiedyś na pewno - pomyślałam.
Jak dużo zostawiłam wspomnień?
Zamarzłam, myśląc o nieskończoności wszechświata i o ulotności mojego oddechu.
Zamarłam, całując cicho Twój policzek.
Pomyślałam o przeszłości, stojąc bez ruchu.
Jak idealnie, że jest nieuchwytny moment w życiu, jak chwila, której więcej nie dosięgniesz.
"Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy" W. Szymborska
Te słowa koją najgorsze rany i wywołują najgorszą depresję.
22 lipca 2014
April, May, June.
Bałam się - pomyślałam.
"Jedyne co mam, to złudzenia, że mogę mieć własne pragnienia.
Jedyne co mam, to złudzenia, że mogę je mieć."
Jak można planować? Jak można coś sobie układać? Jak można myśleć o sobie? Jak można chcieć swojego szczęścia? Jak można żyć w społeczeństwie? Jak można cieszyć się dniem? Jak można pracować dla siebie? Jak można pracować nad sobą? Jak można... nie uwzględniając innych, nie uwzględniając czynnika ludzkiego?
Czy to, że chcemy być samowystarczalni jest w ogóle możliwe?
Czy jeśli bardzo będziemy chcieli dobrze dla siebie, będziemy pragnęli swojego szczęścia, to nawet społeczeństwo nie będzie w stanie nam w tym przeszkodzić?
Jak bardzo muszę brać pod uwagę myśli innych?
Chyba jeśli chcę być z nimi, żyć z nimi, kochać ich, to musi być dla mnie bardzo istotne.
Jak poznać zamiary innych?
Jak najpierw pokochać siebie, nie obserwując innych?
Czy mogę kochać siebie i być ze sobą szczęśliwa, zanim zacznę obserwować?
Jeśli nie będę patrzeć uważnie, nie będę mogła powstrzymać złych ludzi, a oni mogą popsuć mój plan.
Ale jeśli będę przyglądała się innym, zapomnę o sobie.
Pokochaj siebie, dopiero potem obserwuj.
"Miałam myśli spokojne, lecz ktoś wywołał w nich wojnę."
10 lipca 2014
Intuition.
Moje
życie nigdy nie było prozą.
Poetyckie
schematy zawsze układały się w mojej głowie i nawet nie potrafię sobie wyobrazić
jak prozą można myśleć. Wszystko w mojej głowie plącze się w jeden długi
wiersz, w którym interpretacja jest dowolna. Ileż było sytuacji, o których
myślałam, które układałam w wersy. Teraz gdybym je przeczytała, czy
wiedziałabym, o co tak dokładnie wtedy mi chodziło? To jest piękne w poezji.
Zostawia przestrzeń na wolną interpretację. I dlatego nigdy nie lubiłam w
liceum interpretować wierszy, bo moje wyobrażenie zawsze było inne niż to,
które zakładała nauczycielka. Ale czy było błędne? Poeta pisząc, próbuje
przekazać nam pewne wspomnienia, ukryte za słowami, ale czy to oznacza, że
jeśli przełożymy to na swoje myślenie, dopasujemy do swojego życia i w tym tekście
odnajdziemy cząstkę siebie, to źle? Każdy czytając wychwytuje to, co jest w
stanie wychwycić i ułożyć w pewną całość zdolną do zrozumienia dla siebie. Ile
przez to nieporozumień między ludźmi. „Mowa
jest źródłem nieporozumień”- Antoine de Saint-Exupéry Czasem mam wrażenie jakbym na co dzień mówiła
wierszem, bo ludzie często w ogóle w inny sposób rozumieją to, co chcę
przekazać. To tak jakby co innego wychodziło ode mnie, a co innego do nich
docierało. Wiersze zmuszają do myślenia, do zatrzymania się na chwilę i
pomyślenia. Dlatego nie dziwię się, że wielu nie rozumie. Lubię tę przestrzeń,
te niedomówienia, możliwość myślenia. Tylko czy wtedy tworzę rzeczywistość prawdziwą
czy taka, jaką chciałabym, żeby ona była? Każdy ma swój mały wiersz, z
większymi lub mniejszymi przestrzeniami, pytaniami retorycznymi z
wielokropkami. Od nas zależy, jak damy siebie zinterpretować i którą część
poezji pokażemy. Chciałabym być prostą prozą, aby każdy mógł czytać mnie
bezbłędnie i z pełną świadomością mógł powiedzieć – rozumiem Cię. Jednak ja
unikam tego. Nie będę prozą, każdy odbierze mnie tak, jak będzie chciał. Każdy
w moich oczach wyczyta co innego.
Po raz kolejny zastanawiam się… jacy jesteśmy
naprawdę?
7 lipca 2014
Please kill me.
Brawo
dla samotności.
Ja
chyba nigdy nie będę dość dobra. Wpieprzam się na miny co 5 minut. Nie
ogarniam, nie ogarniam. Mam ochotę sprawić sobie ból, za każdym razem kiedy
znów wracają stare nawyki. Mam ochotę zadać tak okropny cios, żeby zapamiętała
to do końca życia. Najwyraźniej na mnie nie działa powolne i cierpliwe
tłumaczenie. Argumenty siły? Kiedy to się skończy? Ja ma dość. Mam dość tego
pojebanego wewnętrznego głosu, tego gówna, które we mnie siedzi i pieprzy za
plecami. Tak bardzo chciałabym pozbyć się tego wszystkiego. Wyrzucić za burtę,
oczyścić okręt. Ale gdzie mam szukać tych zasranych odpowiedzi. Ej drogie
życie! To już kurwa przestaje być śmieszne. Może Ciebie to bawi, może radość
sprawia Ci patrzenie jak się gubię we wszystkim, w swoich myślach, uczynkach!
Ale dla mnie to już nie jest śmieszne. Skończ to, bo ja nie mam na to siły.
Bawimy się w berka, kotka i myszkę i a ja już chcę przestać. Codziennie rano
wstaje i szukam nowej kryjówki – bezwiednie zaczynam bawić się w chowanego. Daj
mi spokój albo daj mi żyć normalnie. Co to ma być jakiś kurwa totolotek?! W
dupie mam takie zabawy. Oddaj mi to co zabrałeś już dawno. Oddaj to! Oddaj to…
proszę… Ja nie umiem już oddychać tym ciężkim powietrzem, to dla mnie za dużo.
Za ciężko stawiam każdy krok, za ciężko mi się przyznać, że może życie nie jest
dla każdego. Broniłam Cię, jak każdego. Usprawiedliwiałam te mniejsze i większe
przeszkody. Sama je tworzę, wiem to. Ale Ty wcale nie pomagasz mi, żebym
nauczyła się ich nie stawiać. Drażnisz mnie, męczysz mnie!
Drogie życie.
Wypierdalaj!
Z poważaniem
Monika.
Ile mogę jeszcze znieść, no pytam ile? Mam wrażenie, że
plecak który został włożony na moje ramiona, jest jakimś kurwa workiem bez dna.
Wściekam się jak o Tobie myślę. Patrzę w lustro i jedyne na co mam ochotę to je
zniszczyć. Po co to wszystko? Mam za dużo pytań, a Ty przewidziałeś dla mnie za
mało odpowiedzi. Zniknę gdzieś kiedyś w końcu. Chciałabym Cię poznać osobiście,
żeby napluć Ci w twarz.
Pobawmy się razem. Tylko teraz ja będę układała reguły
gry. Myślisz, że się na Tobie zemszczę? Nie. Ułożę utopijną rzeczywistość,
gdzie nie będziesz cierpieć ani ja też nie.
1 lipca 2014
Change direction.
Powoli uczę się walczyć, wychodzi mi to coraz lepiej, tylko przez to trochę zapominam, żeby odpuszczać. Czy można robić coś na siłę?
Kiedy o tym myślę, w głowie mam tylko jeden obraz:
Czasami to, o co walczyliśmy, wcale nie jest dla nas najlepsze. Staramy się na siłę ściągać pierścionek zamiast nabrać powietrza i spróbować zrobić coś powoli, przemyśleć to lub poprosić o pomoc. Wkładamy tyle energii, żeby się czegoś pozbyć lub żeby coś osiągnąć. Gdybyśmy na siłę próbowali wcisnąć klocek do nieodpowiedniej, pustej przestrzeni, moglibyśmy tylko popsuć całą zabawkę. Z trójkąta nie zrobimy koła. Ale czasami uporczywie wydaje nam się, że tak.
Szukajmy sposobów, nie powodów.
Czasami przez to, że skupiamy się na walce, na wygranej, na tym żeby komuś coś udowodnić, żeby przekonać do swojej racji, tracimy coś wyjątkowego, co właśnie przechodzi koło nas spokojnie. Gdybyśmy tylko nie byli skupieni na czymś, co w gruncie rzeczy już dawno straciło sens, moglibyśmy doświadczyć czegoś zupełnie nowego, może czegoś stokroć lepszego. Myślicie, że co po pewnym czasie zrobiłaby dziewczynka? Zezłościłaby się, że nie może zdjąć starego pierścionka, później nastąpiłaby frustracja, prawdopodobnie popłakałaby się z bezsilności, a ostatecznie kupiłaby ten pierścionek. Albo zdenerwowana szarpnęłaby i w końcu udałoby jej się go ściągnąć, lecz zraniłaby sobie palec i w efekcie nie kupiłaby niczego. Ominąłby ją inny, o wiele ładniejszy, wyszłaby niezadowolona. W tej historii ta pani wcale nie musiała na nią zwracać uwagi. Mogła podać pierścionek i pójść z powrotem rozmawiać z jakąś koleżanką. Złość przysłania nam logiczne myślenie, w ogóle myślenie o czymkolwiek innym, niż to, co tę złość wywołuje. W spokoju odnajdziemy odpowiedź.
Ja swój pierścionek zdjęłam kilka miesięcy temu, ale niestety na siłę.
Kiedy o tym myślę, w głowie mam tylko jeden obraz:
Dziewczynka zauważa w sklepie pierścionek, który niezmiernie jej się podoba. Wszystko w nim jest takie, jakie chciała. Prosi ekspedientkę o podanie go, wciska go na swój serdeczny palec. Napawa się jego widokiem, tak bardzo bardzo jest nim zachwycona. Jednak chwilkę później zauważa inny, wbrew pozorom ładniejszy. Kiedy próbuje ściągnąć ten poprzedni, nie może tego zrobić. Ciągnie go i ciągnie, na siłę próbuję go zdjąć. Pani sprzedawczyni lekko się uśmiecha widząc całe zdarzenie. Podchodzi do dziewczynki, chwyta ją za dłoń, następnie za palec i powolnymi ruchami kręci pierścionkiem na lewo i prawo, delikatnie przesuwając go ku górze. Po chwili trzyma go w swoich dłoniach. Prosi dziewczynkę o wskazanie kolejnej błyskotki, którą się zachwyciła i wybiera odpowiedni rozmiar. Obie dobierają wszystko jak należy, a dziewczynka wychodzi zadowolona ze sklepu, machając dłonią przed twarzą i śmiejąc się sama do siebie.
Szukajmy sposobów, nie powodów.
Czasami przez to, że skupiamy się na walce, na wygranej, na tym żeby komuś coś udowodnić, żeby przekonać do swojej racji, tracimy coś wyjątkowego, co właśnie przechodzi koło nas spokojnie. Gdybyśmy tylko nie byli skupieni na czymś, co w gruncie rzeczy już dawno straciło sens, moglibyśmy doświadczyć czegoś zupełnie nowego, może czegoś stokroć lepszego. Myślicie, że co po pewnym czasie zrobiłaby dziewczynka? Zezłościłaby się, że nie może zdjąć starego pierścionka, później nastąpiłaby frustracja, prawdopodobnie popłakałaby się z bezsilności, a ostatecznie kupiłaby ten pierścionek. Albo zdenerwowana szarpnęłaby i w końcu udałoby jej się go ściągnąć, lecz zraniłaby sobie palec i w efekcie nie kupiłaby niczego. Ominąłby ją inny, o wiele ładniejszy, wyszłaby niezadowolona. W tej historii ta pani wcale nie musiała na nią zwracać uwagi. Mogła podać pierścionek i pójść z powrotem rozmawiać z jakąś koleżanką. Złość przysłania nam logiczne myślenie, w ogóle myślenie o czymkolwiek innym, niż to, co tę złość wywołuje. W spokoju odnajdziemy odpowiedź.
Ja swój pierścionek zdjęłam kilka miesięcy temu, ale niestety na siłę.
15 czerwca 2014
15th of June.
Myślę,
że gdzieś tam w ciszy moich przemyśleń, umarłam.
Ile
razy się zmieniałam, ile razy zaczynałam od nowa,
Tyle
razy umierałam.
Szukając
wyjść i rozwiązań, zgubiłam sens swojego istnienia.
Marnowałam
czas na szukanie szczęścia „gdzieś”.
Marnowałam
czas na umiejscawianie radości „w czymś”.
Jeśli
nie jestem szczęśliwa, nie dam szczęścia innym,
Jeśli
nie kocham siebie, nie pokocham kogoś aż tak…
Jeśli
nie zaznałam spokoju, nie będę mogła obdarzyć nim kogoś innego.
Siedzę
i myślę, jestem w trakcie szukania odpowiedzi.
Odpowiedzi
na pytania, nad którymi nikt się nie zastanawiał.
Mam
czas – pomyślałam. Mam czas…
Nic
nie trwa wiecznie, ani przeszłość ani przyszłość.
Teraźniejszość
też minie.
Odpowiedzią
jestem „ja”.
Na
najbardziej nurtujące mnie pytania, proste wyjaśnienia znalazłam w sobie.
Szukałam,
patrzyłam, błądziłam.
Upatrywałam
sensu w dalekim horyzoncie.
A
one były tuż, tuż.
Zamykam
oczy i widzę spokój, widzę energię.
Brakujący
element jest na wyciągnięcie ręki.
Nie
chcę odczuwać już pustki, doświadczać uczucia niespełnienia, niepełności.
Pokieruję
wszystkim tak, jak potrzeba, zamknę cicho drzwi.
Powtarzam
– zamknę je.
Po
raz kolejny umarłam, po raz kolejny się przebudziłam.
Życie
– daję Ci kolejną szansę, daję szansę sobie.
Cierpienie
będzie dla mnie wyznacznikiem szczęścia.
Zrozumiem
je, zaakceptuję je, wyzwolę się.
Nadam
mojemu życiu sens, na jaki czekałam.
To
co upadło, zawsze mogę podnieść.
To
co zginęło, może zmartwychwstać.
To
co zgasło, kiedyś płonęło, a więc znów zapłonie.
Zdarzyło
mi się kiedyś być głuchym na rozczarowania.
Żyć
w cieple słońca.
Do
końca tkwiłabym w tym martwym punkcie.
Zmiana
przyszła, ale może i odejść.
Jak
chęć zrozumienia, jak chęć śmierci.
Nie
wińcie mnie, za swoje cierpienie.
Drogowskaz
jest w nas.
Ułożę
tęcze, po której swobodnie przejdę…
Do
życia.
Po
lepsze jutro, po dobre dzisiaj, po wspaniałe wczoraj.
Jak
nikt, dotrę do krańca moich emocji.
Do
wysokiego drzewa stojącego naprzeciw,
Do pięknej
harmonii.
Usiądź
ze mną, przestudiuj historię mojego życia.
Posłuchaj
mojej opowieści o zwykłym przemijaniu.
O
zwykłym lęku, o zwykłym spadaniu.
Dolina
nieprzeciętnej samotności.
10 czerwca 2014
I remember everything.
Kim jestem?
Kim jestem skoro każdy patrzy na mnie inaczej? Dla jednych jestem totalną egoistką, dla innych matką Teresą? Jak zwykle w moim życiu nie będzie złotego środka?
Pytanie do ludzi, którzy uważają mnie za egoistkę: Czemu tak myślicie?
Pytanie do ludzi, którzy uważają mnie za matkę Teresę: Czemu nie widzicie tej egoistki?
Jestem egoistką, bo zbyt bardzo chcę, żeby moje życie było szczęśliwe, a jestem matką Teresą, bo szukam tego szczęścia w cierpieniu?
Mamo, tato... kocham Was.
Kocham tych wszystkich ludzi, którzy mają zdanie na mój temat, ale dopiero po tym jak mnie poznali. Jakiekolwiek by ono nie było, to cieszę się, że zadaliście sobie tyle trudu, żeby chociaż spróbować. Nade wszystko kocham ludzi, którzy myślą coś o mnie, mówią coś o mnie, a tak naprawdę mnie nie znają. Potrzebujecie tego, żeby ktoś Was kochał, bo jakie nieszczęśliwe musi być Wasze życie, jak nieszczęśliwi musicie być Wy, skoro bardziej interesują Was moje sprawy.
Kocham każdy podmuch wiatru, ten ciepły, który daje ukojenie, ten zimny, który otrzeźwia umysł. Kocham każdą kroplę deszczu, która spadła na moje obolałe ciało i kocham każdy promień słońca, który otulał mój umysł. Kocham każde źdźbło trawy, każdy liść kocham.
Wybaczam, wybaczam Wam, to że jesteście zagubieni, że potrzebujecie pomocy, a nie potraficie jej przyjąć. Wybaczam Wam, że nie potraficie mnie zrozumieć.
Nienawidzę tylko tego, ze tak wszystko kocham.
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego chcemy być szczęśliwi? No w sumie to po co?
Chodźmy za rękę i utopmy wszystkie nasze myśli o szczęściu, niech przyjdzie samo.
Co jest wyznacznikiem wyjątkowości?
Postaram się Was nie zawieść, nie zawieść zaufania, dotrzymać obietnic, danych Wam i sobie.
Kocham ludzki umysł, za jego złożoność, za jego wolę przetrwania. Nie pomagajcie mi, nie starajcie się na siłę, proszę nie kochajcie mnie, nie przyzwyczajajcie się. Ja zamykam drzwi za sobą, tak cicho jak obiecałam. Nie skupiajcie zmysłów. Pamiętajcie, o przeciwieństwach, pamiętajcie o mnie, ale nie smućcie się nigdy z mojego powodu. Ja Was kocham, pamiętajcie.
Bądźcie sobą, tylko to mnie umacnia.
Przez pewien czas szliśmy wspólną drogą, ale ja wybieram inną, czy za mną pójdziecie, czy to zaakceptujecie? Mam nadzieje, że tak.
Jak daleko jestem w stanie jeszcze pójść, jak daleko jestem w stanie się posunąć, żebyście byli szczęśliwi?
Chcesz zostać świętą?
Może chce, dlaczego nie wierzycie, że mogłabym nią zostać? Matka Teresa wiedziała, że będzie świętą? Jan Paweł wiedział? Jak umrę, to i tak wszyscy mnie ocenią. Niektórzy wreszcie głośno będą mogli wypowiedzieć swoje zdanie na mój temat. Cieszmy się życiem, bo tak szybko odchodzi. Dziękuję wszystkim za przyspieszenie i spowalnianie. Kiedy to się zrówna?
Do zobaczenia, kiedyś na pewno się spotkamy.
Dajmy sobie czas, żeby żyć. Dajmy sobie spokój.
25 maja 2014
Puzzle Pamięci.
Ile razy chciałeś, żeby było dobrze, a później po prostu coś rozpadało się bezpowrotnie?
Ile w życiu było niewypowiedzianych słów, nieprzespanych nocy, myśli, marzeń?
U mnie zdecydowanie za wiele.
Nie mogę płakać, nie mogę myśleć o tym, że będzie źle. Nie chcę być zależna od smutku. Wiem, że on gdzieś koło mnie jest. I wiesz, zwolniłam księgową. Nie ma półek. Moje uczucia krążą, biegają wspólnie, bawią się ze mną w berka. Raz jedne emocje do mnie podbiegną raz inne. Nie wiem czy do końca tego chciałam, ale tak niech będzie. Tak jest chyba dobrze, chyba najłagodniej.
Nie chcę nikogo odrzucać, nie chcę nikogo ranić.
Przykro mi, ja chwilowo jestem chyba nieosiągalna. Za dużo tego wszystkiego wokół. Póki co nikt się przez to nie przebije. Chyba, że... bardzo by tego chciał? Ale czy ja bym chciała, żeby to zrobił?
"Żeby wybaczyć, trzeba wyzbyć się nadziei na lepszą przyszłość. Początkowo może wydać się to brutalne, ale kiedy uwolnisz się od marzeń o przeszłości, możesz zacząć zmieniać swoją teraźniejszość i stworzyć dla siebie lepszą przyszłość"
Regina Brett - Bóg nigdy nie mruga.
Nie umiem już płakać
nie potrafię przez Ciebie większej ilości łez wylewać,
choć przyznam w środku czuję się jakaś nieżywa.
Nie ta sama osoba - już bez uśmiechu na twarzy,
żyje z dnia na dzień bez względu na to co się wydarzy.
Umarło we mnie wszystko...
pustka tylko pozostała, która z całej swej siły
dziury w resztkach ciała mego wypala.
Z każdym minionym dniem, z każdą następną sekundą
oddalam się od Ciebie by żyć mi nie było trudno!
Choć dobrze było nam razem, to staram się o tym nie myśleć
bo te wspomnienia to nie jest to co jest rzeczywiste.
Zostały nam tylko zdjęcia i to co w pamięci utkwiło,
muszę w końcu pojąć że to co było to było.
Teraz już nas nie ma...
Jesteś Ty i jestem ja... Ty masz swój świat i ja też go mam...
Ale jedno nas różni: Ty masz kogo kochać i jesteś kochany,
ja zostałam sama w życiu opustoszałym.
Ola Jurczak - Nie umiem już płakać.
7 maja 2014
Am I still alive?
Zastanawiałeś się kiedyś, co czuję gdy na Ciebie patrzę?
Co czuję, gdy się uśmiecham?
Co czuję, kiedy wydaję mi się, że nie czuję nic?
Zastanawiałeś się kiedyś, co by było gdyby?
Gdyby Cię nie było...
Mnie już nie ma.
Ludzie patrzą na mnie, ale mnie nie widzą.
A czy Ty kiedykolwiek mnie widziałeś?
Zwróciłbyś na mnie uwagę, gdybym przeszła koło Ciebie na ulicy?
Poczułbyś zapach moich włosów, które unosiłyby się na wietrze?
Co by było gdyby...
Gdybyśmy się kiedyś poznali.
Czy kochałbyś mnie tak, jak kocha się zapach kwiatów kwitnących na wiosnę?
A może kochałbyś mnie tak, jak kocha się marzenia?
Kochałbyś mnie jak wschodzące słońce, księżyc w pełni, ciepły wiatr, ciepły deszcz...
Myślisz, że kiedyś... pokochasz mnie tak?
Myślałeś kiedyś o miłości?
O miłości, która przezwycięży wszystko.
Co widzisz w moich oczach, kiedy ślepo patrzę w martwy punkt?
Co widzisz, kiedy się uśmiecham?
Co widzisz, gdy unoszę wzrok?
Może dokładnie to samo.
Kiedy kończy się granica poznania?
Czy w ogóle jest jakaś granica?
Jak duża jest między nami?
Zastanawiam się, czy myślisz o mnie czasem.
Zastanawiam się, czy Ty mnie widzisz.
Widzisz to, czego nie widzą inni?
Widzą skrawki mojego ciała.
Mojego martwego ciała.
Myślisz, że wiedzą o Tobie?
Zastanawiałeś się kiedyś, co czuję gdy na Ciebie patrzę?
4 maja 2014
I kissed Beyoncé.
But first - watch the video.
Jeśli chcesz sprawić, by świat był bardziej niesamowity - bądź niesamowity.
Sekret tkwi w tym, żeby traktować ludzi niesamowicie.
Traktuj wszystkich, jakby były ich urodziny.
We can cry about it or we can dance about it.
23 marca 2014
Imagination.
Zajrzałam do tego pokoju. Cholernie się bałam. Tak długo stałam pod drzwiami wiedząc, że to co za nimi się znajduje jest po prostu nieuniknione. Podnosiłam drżącą rękę z myślą, że dotknę klamki - była taka zimna, stalowa, lśniąca - odpuściłam. Czasem nawet już za nią łapałam.
Nie było tam nic złego. Wręcz przeciwnie, masa zrozumienia, dobroci, miłości i wsparcia. Bezpieczne ramiona.
- Pamiętaj propozycja jest otwarta - powiedziałeś.
Wszystko jest otwarte.
Moje oczy chyba najbardziej. Stałam i wpatrywałam się w przestrzeń, która nie była wypełniona realnymi przedmiotami. Wszystko tam było tak śmiałe, tak niedosięgalne. Na ścianach wisiały obrazy. Ale to nie były byle jakie obrazy, to były obrazy z mojego życia. Przyszłe i przeszłe. Patrzyłam na nie z przerażeniem.
- Zgubiłaś się? - spytałeś z troską w głosie.
- Zgubiłam.
Patrzyłeś na mnie. Wiedziałeś, że nie pomożesz. - Takiego bólu w oczach nie widziałam dawno. - pomyślałam.
Usiadłam na podłodze, a Ty razem ze mną. Otworzyłam wielką skrzynię. Były w niej wszystkie pamiątki, jakie zgromadziłam do tej pory. Większość tak bolesnych i pamiętnych, że nie mogłam na nie patrzeć obojętnie. Odtwarzałam filmy w głowie. Jak to się stało, kiedy je dostałam, jakie towarzyszyły mi uczucia gdy jest dostawałam i chowałam razem z innymi.
Im dłużej przebywałam w tym pokoju, oswajałam się z nim i jednocześnie chciałam wyjść z niego jeszcze szybciej. Kiedyś w końcu się znieczulę. Uderzałam w punkty, w te słabe punkty. Niemożliwe, żeby zwykłe rzeczy, zdjęcia, listy sprawiały mi tyle przykrości. Kiedyś w końcu się uodpornię.
- Nie. - Odpowiedziałeś, kiedy tylko o tym pomyślałam. - Nie uodpornisz się. Za długo Cię znam, za długo Cię obserwuję.
- Skąd możesz wiedzieć? Ja decyduję o swoim życiu! - wykrzyczałam ze łzami w oczach.
- Nie. Nie uodpornisz się.
- Czemu tak myślisz?
- Bo taka jesteś.
Bo taka jestem. Nie bolało mnie to, że to powiedział. Bolało mnie to, że miał racje. Zbieram wspomnienia, które wciąż we mnie istnieją. Ja nie zapominam. Jeśli tylko poruszę odpowiedni punkt, wszystko wraca, emocje z tamtego dnia. Czuję się jakby to przeżywała dokładnie w tej chwili.
To beznadziejne uczucie. Im bardziej chcesz czegoś uniknąć, tym bardziej się w to wkręcasz.
Ten pokój był piękny. Poddasze, drewniana, stara podłoga. Był słoneczny dzień, promienie przecierały się przez szczeliny. Wszystko wyglądało magicznie. Dawno niewidziane twarze, pamiątki i muzyka. W tle była muzyka tak dawno niesłuchana. Było tam tak pięknie, nie chciałam wychodzić, ale stałeś nade mną.
- Nie możesz tu zostać. Wiem, że na zawsze będziesz pamiętała o tym pokoju, że będziesz chciała do niego wrócić, ale nie możesz. Zaraz zabiorę Cię stąd, zamknę drzwi, a Ty będziesz musiała zostać na zewnątrz. Im dłużej będziesz zwlekała, tym gorzej będzie Ci zapomnieć o tym, co tu widziałaś. Nie zaakceptujesz niczego. W powietrzu unosi się tyle kurzu, niedługo Cię przykryje i wszyscy o Tobie zapomną. Nikt nie będzie tu zaglądał, zostaniesz sama.
- Nie chcę zostać sama. - wyszeptałam.
- Wiem. - Objąłeś moje ramiona i spojrzałeś mi głęboko w oczy. - Dlatego musisz stąd jak najszybciej wyjść. To wszystko tutaj zaraz zacznie wyciągać do Ciebie ręce, zacznie Cię prosić, błagać, żebyś została i Ty wtedy zostaniesz, oboje wiemy jaka jesteś. Nie będziesz tu szczęśliwa.
Miałeś rację. Wszystko powoli pełzło do mnie, małe, ukryte dziecięce oczy. Cofałam się, cofałam. Myślałam, że kiedy wchodziłam tutaj zamknęłam drzwi. Nie zrobiłam tego. Przeszłam chwiejnym krokiem i spadłam.
- Gdzie masz skrzydła? - zapytałeś ironicznym tonem. Już nie byłeś taki miły.
Zostały w tamtym pokoju.
12 stycznia 2014
Dear Friend.
Drogi przyjacielu.
Minęło wiele lat odkąd normalnie mogliśmy ze sobą porozmawiać. Czuję, że jesteś na mnie zły i nie wiem czemu. Chciałabym przepraszać, bo tego mnie nauczyłeś. Przepraszania, za wszystko, za siebie, za innych, za to co zrobiłam i nie zrobiłam. Teraz, kiedy stoję tu sama bez Ciebie wiem, że przepraszać trzeba wtedy, gdy się zawini. Ja nie zawiniłam. Chyba, że Twoim zdaniem życie, to powód by przepraszać. W takim razie PRZEPRASZAM.
Nasza przyjaźń nie zaczęła się tak od razu, początkowo byłeś mi obojętny, przyzwyczajona byłam do Twojej obecności i nie zauważałam, że mogę wiele się od Ciebie nauczyć. Z czasem kiedy Cię obserwowałam doszłam do wniosku, że nie jesteś szczęśliwy. Obserwacja i analiza, kolejna rzecz, której mnie nauczyłeś. Miałeś wokół siebie innych ludzi, których uważałeś za przyjaciół - ja ich nie lubiłam. Kiedy patrzyłam na Ciebie zaczęłam sobie myśleć, czemu jesteś nieszczęśliwy, bo rzeczywiście tak było. Mimo, że starałeś się to ukryć, ja widziałam jak płaczesz wieczorami, jak moja obecność często była dla Ciebie ukojeniem. Teraz tego nie ma? Dlaczego? Chciałam pomóc, ale nie wiedziałam jak. Próbowałam wyciągnąć rękę, ale gdybyś mógł obciąłbyś mi ją. Reagowałeś gniewem, na moje pomysły i propozycje, ale ja zaczęłam Cię lubić i doceniać. Postanowiłam usunąć się na bok i dalej obserwować. Być przy Tobie mimo, że udawałeś, że tego nie potrzebujesz. Nie mogłam pomóc, więc chociaż nie chciałam przeszkadzać. Starałam się jak mogłam. Wygłupiałam się dla Ciebie, śmiałam się dla Ciebie, chowałam dumę dla Ciebie. Tylko, że wygłupy innych były śmieszniejsze, śmiech innych był zabawniejszy, każdy był lepszy ode mnie. Dlaczego zauważyłeś, że jestem i się staram, gdy odeszłam? Moje zachowanie było dla Ciebie normalne, więc gdy go zabrakło Twój dzień był niepełny. Przepraszałam. Podejrzewałam, że to moja wina, bo tak zgrabnie to odwróciłeś. Miałam nowych przyjaciół, którzy mnie doceniali. Ale byłeś jak pies ogrodnika. Sam mnie nie chciałeś, ale inni też nie mogli mnie mieć. Wzięłam wszystko na siebie. Wszystko wróciło do normy. Znów byłam wypełniaczem Twojego dnia. Jak tło na obrazie, którego nie może zabraknąć. Robiłam wszystko byś się uśmiechnął - nie chciałeś. Wszystko byś nie płakał - płakałeś. Byś się nie denerwował - denerwowałeś się. Obserwacja i analiza, nie była już potrzebna. Wiedziałam dokładnie co jest grane i przywykłam. Nie podobało Ci się, gdy ktoś chciał pokazać mi, że to niesprawiedliwe. Mogłabym mówić dalej, o staraniach i odrzuceniu jakie zaplanowałeś dla mnie, ale po co? Przecież wiesz jak było.
Poszłam dalej, a Ty nie. Udało mi się uwolnić, lecz próbowałeś mi wmówić, ze to złe. Męczyłam się z swoim własnym sumieniem. Jestem daleko od tego miejsca, a Ty nadal w nim tkwisz. Ja nadal Cię potrzebuję, ale Ty mnie nie. Udało Ci się przywyknąć, że Twoje tło się zmieniło, ale chciałbyś by wróciło stare. Tylko, że na moim tle już narysowałam własny obraz. Nie mogę go teraz wymazać i wrócić, bo tego chcesz. Jestem daleko, dalej niż mogłam sobie wyobrazić, a mówiłeś mi, że bez Ciebie tego nie osiągnę. Osiągnę, nawet więcej. Dobrze, że jesteś, bo na moim sumieniu pozostawiłeś wielki martwy punkt i on wraca, na szczęście. Bez Ciebie byłoby źle, ale z Tobą też nie było dobrze.
Patrzę, ale nie chcę widzieć. Widzieć tego co się z Tobą stało. Nie chcesz mi wierzyć, nie chcesz mnie słuchać. Nadal są inni. Czasem żałuję, że tak wiele Ci o sobie opowiedziałam, bo dzięki temu wiedziałeś gdzie uderzać. Nadal uderzasz, ale w ten martwy punkt, który stworzyłeś, który nie robi już na mnie wrażenia. Nie chcesz pomocy - wiem. Nie radzisz sobie - to też wiem. Znów patrzę bezradnie. Uciska mnie to mocno w serce, ale Ty godzisz się na to. Pozwalasz. To jest Twoje życie i pamiętaj, że czasem warto poprosić o pomoc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



