Myślę,
że gdzieś tam w ciszy moich przemyśleń, umarłam.
Ile
razy się zmieniałam, ile razy zaczynałam od nowa,
Tyle
razy umierałam.
Szukając
wyjść i rozwiązań, zgubiłam sens swojego istnienia.
Marnowałam
czas na szukanie szczęścia „gdzieś”.
Marnowałam
czas na umiejscawianie radości „w czymś”.
Jeśli
nie jestem szczęśliwa, nie dam szczęścia innym,
Jeśli
nie kocham siebie, nie pokocham kogoś aż tak…
Jeśli
nie zaznałam spokoju, nie będę mogła obdarzyć nim kogoś innego.
Siedzę
i myślę, jestem w trakcie szukania odpowiedzi.
Odpowiedzi
na pytania, nad którymi nikt się nie zastanawiał.
Mam
czas – pomyślałam. Mam czas…
Nic
nie trwa wiecznie, ani przeszłość ani przyszłość.
Teraźniejszość
też minie.
Odpowiedzią
jestem „ja”.
Na
najbardziej nurtujące mnie pytania, proste wyjaśnienia znalazłam w sobie.
Szukałam,
patrzyłam, błądziłam.
Upatrywałam
sensu w dalekim horyzoncie.
A
one były tuż, tuż.
Zamykam
oczy i widzę spokój, widzę energię.
Brakujący
element jest na wyciągnięcie ręki.
Nie
chcę odczuwać już pustki, doświadczać uczucia niespełnienia, niepełności.
Pokieruję
wszystkim tak, jak potrzeba, zamknę cicho drzwi.
Powtarzam
– zamknę je.
Po
raz kolejny umarłam, po raz kolejny się przebudziłam.
Życie
– daję Ci kolejną szansę, daję szansę sobie.
Cierpienie
będzie dla mnie wyznacznikiem szczęścia.
Zrozumiem
je, zaakceptuję je, wyzwolę się.
Nadam
mojemu życiu sens, na jaki czekałam.
To
co upadło, zawsze mogę podnieść.
To
co zginęło, może zmartwychwstać.
To
co zgasło, kiedyś płonęło, a więc znów zapłonie.
Zdarzyło
mi się kiedyś być głuchym na rozczarowania.
Żyć
w cieple słońca.
Do
końca tkwiłabym w tym martwym punkcie.
Zmiana
przyszła, ale może i odejść.
Jak
chęć zrozumienia, jak chęć śmierci.
Nie
wińcie mnie, za swoje cierpienie.
Drogowskaz
jest w nas.
Ułożę
tęcze, po której swobodnie przejdę…
Do
życia.
Po
lepsze jutro, po dobre dzisiaj, po wspaniałe wczoraj.
Jak
nikt, dotrę do krańca moich emocji.
Do
wysokiego drzewa stojącego naprzeciw,
Do pięknej
harmonii.
Usiądź
ze mną, przestudiuj historię mojego życia.
Posłuchaj
mojej opowieści o zwykłym przemijaniu.
O
zwykłym lęku, o zwykłym spadaniu.
Dolina
nieprzeciętnej samotności.