Pochłonęła mnie cisza, która kazała patrzeć w jeden punkt.
Ten martwy punkt.
Jakie znaczenie mają teraz słowa?
A mnie może nie być jutro...
Wskoczyłam w otchłań przemyśleń o skrajnej nieświadomości.
Umrę kiedyś, kiedyś na pewno - pomyślałam.
Jak dużo zostawiłam wspomnień?
Zamarzłam, myśląc o nieskończoności wszechświata i o ulotności mojego oddechu.
Zamarłam, całując cicho Twój policzek.
Pomyślałam o przeszłości, stojąc bez ruchu.
Jak idealnie, że jest nieuchwytny moment w życiu, jak chwila, której więcej nie dosięgniesz.
"Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy" W. Szymborska
Te słowa koją najgorsze rany i wywołują najgorszą depresję.
"Jedyne co mam, to złudzenia, że mogę mieć własne pragnienia.
Jedyne co mam, to złudzenia, że mogę je mieć."
Jak można planować? Jak można coś sobie układać? Jak można myśleć o sobie? Jak można chcieć swojego szczęścia? Jak można żyć w społeczeństwie? Jak można cieszyć się dniem? Jak można pracować dla siebie? Jak można pracować nad sobą? Jak można... nie uwzględniając innych, nie uwzględniając czynnika ludzkiego?
Czy to, że chcemy być samowystarczalni jest w ogóle możliwe?
Czy jeśli bardzo będziemy chcieli dobrze dla siebie, będziemy pragnęli swojego szczęścia, to nawet społeczeństwo nie będzie w stanie nam w tym przeszkodzić?
Jak bardzo muszę brać pod uwagę myśli innych?
Chyba jeśli chcę być z nimi, żyć z nimi, kochać ich, to musi być dla mnie bardzo istotne.
Jak poznać zamiary innych?
Jak najpierw pokochać siebie, nie obserwując innych?
Czy mogę kochać siebie i być ze sobą szczęśliwa, zanim zacznę obserwować?
Jeśli nie będę patrzeć uważnie, nie będę mogła powstrzymać złych ludzi, a oni mogą popsuć mój plan.
Ale jeśli będę przyglądała się innym, zapomnę o sobie.
Pokochaj siebie, dopiero potem obserwuj.
"Miałam myśli spokojne, lecz ktoś wywołał w nich wojnę."
Poetyckie
schematy zawsze układały się w mojej głowie i nawet nie potrafię sobie wyobrazić
jak prozą można myśleć. Wszystko w mojej głowie plącze się w jeden długi
wiersz, w którym interpretacja jest dowolna. Ileż było sytuacji, o których
myślałam, które układałam w wersy. Teraz gdybym je przeczytała, czy
wiedziałabym, o co tak dokładnie wtedy mi chodziło? To jest piękne w poezji.
Zostawia przestrzeń na wolną interpretację. I dlatego nigdy nie lubiłam w
liceum interpretować wierszy, bo moje wyobrażenie zawsze było inne niż to,
które zakładała nauczycielka. Ale czy było błędne? Poeta pisząc, próbuje
przekazać nam pewne wspomnienia, ukryte za słowami, ale czy to oznacza, że
jeśli przełożymy to na swoje myślenie, dopasujemy do swojego życia i w tym tekście
odnajdziemy cząstkę siebie, to źle? Każdy czytając wychwytuje to, co jest w
stanie wychwycić i ułożyć w pewną całość zdolną do zrozumienia dla siebie. Ile
przez to nieporozumień między ludźmi. „Mowa
jest źródłem nieporozumień”- Antoine de Saint-Exupéry Czasem mam wrażenie jakbym na co dzień mówiła
wierszem, bo ludzie często w ogóle w inny sposób rozumieją to, co chcę
przekazać. To tak jakby co innego wychodziło ode mnie, a co innego do nich
docierało. Wiersze zmuszają do myślenia, do zatrzymania się na chwilę i
pomyślenia. Dlatego nie dziwię się, że wielu nie rozumie. Lubię tę przestrzeń,
te niedomówienia, możliwość myślenia. Tylko czy wtedy tworzę rzeczywistość prawdziwą
czy taka, jaką chciałabym, żeby ona była? Każdy ma swój mały wiersz, z
większymi lub mniejszymi przestrzeniami, pytaniami retorycznymi z
wielokropkami. Od nas zależy, jak damy siebie zinterpretować i którą część
poezji pokażemy. Chciałabym być prostą prozą, aby każdy mógł czytać mnie
bezbłędnie i z pełną świadomością mógł powiedzieć – rozumiem Cię. Jednak ja
unikam tego. Nie będę prozą, każdy odbierze mnie tak, jak będzie chciał. Każdy
w moich oczach wyczyta co innego.
Po raz kolejny zastanawiam się… jacy jesteśmy
naprawdę?
Ja
chyba nigdy nie będę dość dobra. Wpieprzam się na miny co 5 minut. Nie
ogarniam, nie ogarniam. Mam ochotę sprawić sobie ból, za każdym razem kiedy
znów wracają stare nawyki. Mam ochotę zadać tak okropny cios, żeby zapamiętała
to do końca życia. Najwyraźniej na mnie nie działa powolne i cierpliwe
tłumaczenie. Argumenty siły? Kiedy to się skończy? Ja ma dość. Mam dość tego
pojebanego wewnętrznego głosu, tego gówna, które we mnie siedzi i pieprzy za
plecami. Tak bardzo chciałabym pozbyć się tego wszystkiego. Wyrzucić za burtę,
oczyścić okręt. Ale gdzie mam szukać tych zasranych odpowiedzi. Ej drogie
życie! To już kurwa przestaje być śmieszne. Może Ciebie to bawi, może radość
sprawia Ci patrzenie jak się gubię we wszystkim, w swoich myślach, uczynkach!
Ale dla mnie to już nie jest śmieszne. Skończ to, bo ja nie mam na to siły.
Bawimy się w berka, kotka i myszkę i a ja już chcę przestać. Codziennie rano
wstaje i szukam nowej kryjówki – bezwiednie zaczynam bawić się w chowanego. Daj
mi spokój albo daj mi żyć normalnie. Co to ma być jakiś kurwa totolotek?! W
dupie mam takie zabawy. Oddaj mi to co zabrałeś już dawno. Oddaj to! Oddaj to…
proszę… Ja nie umiem już oddychać tym ciężkim powietrzem, to dla mnie za dużo.
Za ciężko stawiam każdy krok, za ciężko mi się przyznać, że może życie nie jest
dla każdego. Broniłam Cię, jak każdego. Usprawiedliwiałam te mniejsze i większe
przeszkody. Sama je tworzę, wiem to. Ale Ty wcale nie pomagasz mi, żebym
nauczyła się ich nie stawiać. Drażnisz mnie, męczysz mnie!
Drogie życie.
Wypierdalaj!
Z poważaniem
Monika.
Ile mogę jeszcze znieść, no pytam ile? Mam wrażenie, że
plecak który został włożony na moje ramiona, jest jakimś kurwa workiem bez dna.
Wściekam się jak o Tobie myślę. Patrzę w lustro i jedyne na co mam ochotę to je
zniszczyć. Po co to wszystko? Mam za dużo pytań, a Ty przewidziałeś dla mnie za
mało odpowiedzi. Zniknę gdzieś kiedyś w końcu. Chciałabym Cię poznać osobiście,
żeby napluć Ci w twarz.
Pobawmy się razem. Tylko teraz ja będę układała reguły
gry. Myślisz, że się na Tobie zemszczę? Nie. Ułożę utopijną rzeczywistość,
gdzie nie będziesz cierpieć ani ja też nie.
Powoli uczę się walczyć, wychodzi mi to coraz lepiej, tylko przez to trochę zapominam, żeby odpuszczać. Czy można robić coś na siłę?
Kiedy o tym myślę, w głowie mam tylko jeden obraz:
Dziewczynka zauważa w sklepie pierścionek, który niezmiernie jej się podoba. Wszystko w nim jest takie, jakie chciała. Prosi ekspedientkę o podanie go, wciska go na swój serdeczny palec. Napawa się jego widokiem, tak bardzo bardzo jest nim zachwycona. Jednak chwilkę później zauważa inny, wbrew pozorom ładniejszy. Kiedy próbuje ściągnąć ten poprzedni, nie może tego zrobić. Ciągnie go i ciągnie, na siłę próbuję go zdjąć. Pani sprzedawczyni lekko się uśmiecha widząc całe zdarzenie. Podchodzi do dziewczynki, chwyta ją za dłoń, następnie za palec i powolnymi ruchami kręci pierścionkiem na lewo i prawo, delikatnie przesuwając go ku górze. Po chwili trzyma go w swoich dłoniach. Prosi dziewczynkę o wskazanie kolejnej błyskotki, którą się zachwyciła i wybiera odpowiedni rozmiar. Obie dobierają wszystko jak należy, a dziewczynka wychodzi zadowolona ze sklepu, machając dłonią przed twarzą i śmiejąc się sama do siebie.
Czasami to, o co walczyliśmy, wcale nie jest dla nas najlepsze. Staramy się na siłę ściągać pierścionek zamiast nabrać powietrza i spróbować zrobić coś powoli, przemyśleć to lub poprosić o pomoc. Wkładamy tyle energii, żeby się czegoś pozbyć lub żeby coś osiągnąć. Gdybyśmy na siłę próbowali wcisnąć klocek do nieodpowiedniej, pustej przestrzeni, moglibyśmy tylko popsuć całą zabawkę. Z trójkąta nie zrobimy koła. Ale czasami uporczywie wydaje nam się, że tak.
Szukajmy sposobów, nie powodów.
Czasami przez to, że skupiamy się na walce, na wygranej, na tym żeby komuś coś udowodnić, żeby przekonać do swojej racji, tracimy coś wyjątkowego, co właśnie przechodzi koło nas spokojnie. Gdybyśmy tylko nie byli skupieni na czymś, co w gruncie rzeczy już dawno straciło sens, moglibyśmy doświadczyć czegoś zupełnie nowego, może czegoś stokroć lepszego. Myślicie, że co po pewnym czasie zrobiłaby dziewczynka? Zezłościłaby się, że nie może zdjąć starego pierścionka, później nastąpiłaby frustracja, prawdopodobnie popłakałaby się z bezsilności, a ostatecznie kupiłaby ten pierścionek. Albo zdenerwowana szarpnęłaby i w końcu udałoby jej się go ściągnąć, lecz zraniłaby sobie palec i w efekcie nie kupiłaby niczego. Ominąłby ją inny, o wiele ładniejszy, wyszłaby niezadowolona. W tej historii ta pani wcale nie musiała na nią zwracać uwagi. Mogła podać pierścionek i pójść z powrotem rozmawiać z jakąś koleżanką. Złość przysłania nam logiczne myślenie, w ogóle myślenie o czymkolwiek innym, niż to, co tę złość wywołuje. W spokoju odnajdziemy odpowiedź.
Ja swój pierścionek zdjęłam kilka miesięcy temu, ale niestety na siłę.