30 września 2014

Shoot me in the face.

Wytańcz mnie.

Mijamy się codziennie, patrząc na siebie uważnie. W sumie - nie odrywamy wzroku, kompletnie zapatrzeni w ruch naszych źrenic. I tak, jak ja zawsze myślałam, że nie potrafisz uważnie obserwować, tak i Ty myślałeś, że nie potrafię utrzymać kontaktu, że jestem na to za słaba. Myślę sobie - czy to ja jestem słaba, bo nie chciałam wlepiać ślepi natrętnie? Możemy tańczyć tak w kółku - milcząc. Potem to się zmieniło. Ciekawa jestem czemu. Zacząłeś powoli męczyć się, gubić krok, wyczuwałeś, że to ja mam energetyczną przewagę i nie mogłeś zrozumieć dlaczego. Mocniej odczuwałam emocje od Ciebie, bardziej mnie wszystko doświadczało, ale w związku z tym nauczyłam się lepiej sobie z tym radzić. Padłeś. Byłeś zmęczony, wyczerpany, wykończony psychicznie. Wytłumacz, dlaczego tak strasznie przytłaczały Cię moje oczy? Dlaczego prosiłeś, żebym nie patrzyła już tak? Jak? Mówiłeś, że to agresja, że boisz się mnie, bo jestem silniejsza. Stałam się taka, a Ty osłabłeś, bo po prostu już chciałeś. W tym spojrzeniu kryła się głęboka miłość, która kroiła Twoją wątłą duszę, jak ostry miecz. Za dużo szczerości w nim było. Cały ten taniec, walka ze sobą, pokazała mi, że Ty wciąż grałeś, a ja włożyłam całe emocje, całą energię w to, żeby wyglądać pięknie, żeby innym przyjemnie patrzyło się na to widowisko. Twój ruch męczył innych, wszyscy widzieli, że to wyćwiczona rola. Mimo wszystko przedstawienie to było dobre. Dwoje kochanków, bijących się o atencję. Ale czyją?
Pozwoliłam sobie na chwilę odpoczynku, mała przerwa na łyk wody. Jestem gotowa, żeby podjąć dalszą walkę. Ty za to miałeś sporo czasu, dla mnie upłynęło to jak pięć minut. Chcę jeszcze raz zatańczyć, ale tak do końca, do końca prawdziwie. 



21 września 2014

Forgive me.

Sympatia, przywiązanie i ostatecznie zrozumienie. Wydaje Ci się, że to posiadasz i nagle pewnego dnia, którego w ogóle się nie spodziewasz, to odchodzi. Tak samo, jak wydawało Ci się, że znasz siebie, tak samo wydawało Ci się, że znasz kogoś. Druga osoba stała się wyznacznikiem Twojej osobowości i nagle znikła. To dlatego zatraciłeś siebie czy po prostu nigdy tego nie odnalazłeś? 
Gubię się w tym jak strasznie skomplikowani są ludzie i wszystko to, co z nimi związane, co odbija się w ich duszy. Każdy dąży do głębokiego poznania, bo wtedy wydaje mu się, że osiąga jakiś wewnętrzny spokój. Tak naprawdę nigdy niczego nie poznamy do końca, tak szczegółowo jakbyśmy tego chcieli. Jak moglibyśmy to zrobić, kiedy nie znamy siebie? Życie jest nieprzewidywalne i rzuca nas czasem w takie zakamarki naszej podświadomości, że nie potrafimy sobie z nimi poradzić. Po raz pierwszy musimy zmagać się z jakimś problemem, którego istnienia jeszcze wczoraj nie byliśmy świadomi. 
Czasem brakuje nam tego, brakuje nam, żeby ktoś po prostu zrozumiał. Lepiej zrozumieć samego siebie. Poznać siebie. Zaprzyjaźnić się z sobą, unikać pustki w sercu, bo kiedy mamy siebie, mamy wszystko. Jak możemy wypełnić coś, czego pochodzenia nie znamy. Więc zacznijmy od siebie. Wtedy będziemy mieli miłość, przyjaźń, zrozumienie, zaufanie na wyciągnięcie ręki. 
Dawanie jest o wiele bardziej korzystne, jeśli mamy czym się dzielić. 
Wydaje nam się, że jeśli nie akceptujemy siebie, to potrzebujemy poznać kogoś, kto zrobi to za nas. Ale jak możesz dać komuś miłość, jeśli nie ma jej w Tobie? Jak możesz akceptować czyjeś wady, jeśli nie akceptujesz swoich?

Za długo siedziałam na ganku. Herbata wystygła, a ja patrzyłam zaślepiona w widok gór, z nadzieją, że przyjdziesz. Chciałam żebyś pojawił się choć na sekundę, żebyś pocałował mnie w policzek. Teraz wiem, że wcale nie na to czekałam, nie tego chciałam. Chciałam po prostu kogoś, kto pozwoli mi zapomnieć, że ta herbata jest już zimna. 

11 września 2014

Little House.

Wiedziałam, że tak łatwo nie pozwolisz mi odejść. Nie pozwolisz mi, zaszyć się gdzieś daleko od Ciebie, żeby zapomnieć. Nawet kiedy staram się odjechać jak najdalej, Ty zawsze mnie uprzedzasz. Odwiedzasz to miejsce pierwszy, żeby zostawić mi jakoś znak, przypomnienie.
Wiedziałam, że tak łatwo nie pozwolisz mi być szczęśliwą. Nie pozwolisz mi uciec od wspomnień i zbudować radość prosto na swoim sercu. 
Nawet kiedy staram się uśmiechać każdego dnia, odnajduję Twoje przypomnienia.
Wiedziałam, że kłamiesz, mówiąc, że chcesz widzieć mnie szczęśliwą. Tak naprawdę nie chcesz tego, gdyby tak było, po co by były te przypomnienia. Dlaczego nie dawałbyś mi spać po nocach i drżeć ze strachu, 
kiedy poczuję coś dobrego.
Wiedziałam, że łatwo nie będzie. Ty też to wiedziałeś. 
Za dużo wiedzieliśmy, zdecydowanie za dużo. 
Czasem lepiej nie wiedzieć jest. 
Podobno im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. To prawda. Tylko kiedy jesteśmy nieświadomi czyhającego nieszczęścia, jesteśmy w stanie rozkoszować się dniem dzisiejszym.
Ale ja nie mogę.
Za dużo wiem, zdecydowanie za dużo.
Czasem lepiej nie wiedzieć jest.
Czy ludzie są szczęśliwi naprawdę? Jak to dostrzec? 
Kiedy idę ulicą, zastanawiam się, co myślą Ci ludzie. Co dopiero wydarzyło się chwilę temu w ich życiu, a co dopiero się wydarzy. Czasem widzę kobietę, która idzie - płacze. Mam ochotę spytać się, co się stało. Na myśl przychodzą mi zaraz rzeczy, które dopadły mnie, że nie potrafiłam powstrzymać płaczu nawet na ulicy. Czasem widzę parę, która stoi - kłócą się. Myślę sobie czy to jakaś błahostka, z którą teraz nie potrafią sobie poradzić i to tylko emocje wzięły górę czy właśnie przechodzą głęboki kryzys.
Ilu ludzi, tyle historii. Chciałabym je wszystkie poznać. Wiem - to niemożliwe, ale nadzieja, że kiedyś to się stanie jest silniejsza. Mogę mieć nadzieję. Tak samo, jak mam nadzieję, że kiedyś spojrzę w lustro na siebie tak, jak kiedyś. Że Ty spojrzysz...
Trudno mi dostrzec w sobie jakieś zmiany, ale tak - definitywnie zmieniłam się. Tylko kiedyś potrafiłam ocenić czy na lepsze czy gorsze. Teraz myślę, że nie ma takiej hierarchii. 
Zmiana to zmiana, nastąpiła, a wiec musiała. 
Powinnam to zaakceptować, że to nieuchronne, że nie zatrzymam żadnej chwili. 
Dzisiaj nie widziałam słońca. Po prostu go nie ma. Pochmurny dzień, będę musiała wyjść i się z nim zmierzyć. Poczuć się przez chwilę jego częścią, następnie wrócę do domu i odetnę się od niego. Nie na zawsze, bo jutro znów będę musiała to zrobić. Codziennie muszę czuć się częścią otaczającego mnie świata, bo żeby drzewa mogły mówić, ja muszę oddychać. Chciałabym żyć. 


Two weeks together, that's all it took, two weeks for me to fall in love with you.

31 sierpnia 2014

Bad decisions.

Witaj drewniany domku, witaj. Jednak nie ma siły na uwolnienie się od Ciebie. Niestety im dłużej tu jestem, tym lepiej rozumiem, dlaczego się tu znalazłam. Jest tutaj wszystko co lubię: ciepłe mleko z miodem, piękna pościel, zapach drewna, cała półka z książkami, sosny, ciepły kominek. Nic mi więcej nie potrzeba. Tak sobie myślę, czy kiedykolwiek będzie potrzeba. Niestety mam to do siebie, ze źle lokuję uczucia, że źle wybieram. Męczy mnie moja słabość do tego. Każdy wolałaby trafić w dziesiątkę albo chociaż w ósemkę czy siódemkę. 
Ja trafiam w jedynki.
Siedziałam sobie w fotelu, czytając moją ulubioną książkę i nagle zobaczyłam, że ktoś stoi przed domkiem. Był to dość niespotykany widok, cień postaci zasłonił mi litery w książce, więc postanowiłam wstać. Odchyliłam zasłonkę i zauważyłam mężczyznę, był cały przemarznięty, więc mimo obaw otworzyłam drzwi. Zawiało chłodem, w jego oczach było coś, co pozwoliło mi od razu mu zaufać. Wpuściłam go do środka, zaparzyłam herbatę i podałam koc. Rozmawialiśmy jak najlepsi przyjaciele. To bardzo dziwne uczucie, kiedy tak łatwo łapiesz kontakt z kimś obcym, opowiadasz mu swoją bolączki, a nie potrafisz porozumieć się z bliskimi. Śmialiśmy się, przedstawialiśmy swoje historię, a ja robiłam herbatę za herbatą. Mężczyzna ten miał w sobie coś niewiarygodnie przyciągającego. Sposób w jaki się wypowiadał, jego mowa ciała nie wskazywały na to, że ma złe zamiary. Był dość nieśmiały, jednak wspólny język pozwolił na swobodną rozmowę. Nie mieliśmy ochoty zaprzestawać, jednak sen nas zmagał i musieliśmy położyć się spać. Pozwoliłam spać mu na dole przy kominku. Przygotowałam ciepły kąt. Mimo zmęczenia długo nie mogłam usnąć, myśląc jak ciepło zrobiło się, kiedy przyszedł. Na drugi dzień zeszłam zaspana na dół. Z uśmiechem na twarzy powitałam jego i ziewając powiedziałam dzień dobry. Niestety jego już nie było. Zastałam tylko puste kubki po herbacie, koc złożony w kostkę i poduszki wytrzepane i ułożone na nim. Ciepło i radość, którym jeszcze wczoraj było wypełnione to pomieszczenie, uciekło bezpowrotnie. Wiem, że nie wróci. Precyzja z jaką opuścił mój domek, nie dawała innej odpowiedzi. Nie wiem czemu myślałam, że zostanie na dłużej. Miałam tylko nadzieję, bo tak dawno nikogo tu nie było. Tak dawno z nikim nie mogłam porozmawiać w ten sposób i poczuć się naprawdę zrozumianą. Niestety ludzie przychodzą i odchodzą, a ja nadal jestem w tym domku. Morze to naprawdę kusząca propozycja, ale to tylko zmiana miejsca, bo samotność zostanie ta sama. Lepiej było żyć w obłędzie, w błogiej nieświadomości.
Nie wiem czy pozwolę sobie jeszcze kiedyś na wpuszczenie tu kogoś obcego. Fakt niewyobrażalnie miło móc wreszcie śmiać się w głos, czuć niewymuszony uśmiech na swojej twarzy, ale rozczarowanie które się pojawiło, było nie współmiernie większe od tej radości.
Lepiej było spać.

24 sierpnia 2014

Wooden House.


Założyłam coś na kształt różowych okularów. 
Jak mi przykro - nie zadziałało.
Pokrótce opowiem, że to nie moja bajka. Mieszkać tu, żyć tu. 
Lubię przestrzeń, lubię zieleń, lubię oddychać powietrzem wydychanym przez Ciebie. 
Lubię, gdy moje poduszki pachną miłością i kiedy można popatrzeć sobie w oczy. 
Chciałam powiedzieć Ci coś ważnego, bo kimś ważnym byłeś. Nie uciekniesz, uciekają tchórze. Nie mogę Cię nim nazwać. To co powiem, może wydawać Ci się śmieszne, ale uśmiecham się, gdy myślę o tych okularach, które mi podarowałeś. Mimo tego, że w moich rękach nie ma z nich żadnego pożytku i mimo tego wszystkiego co przez nie obserwowałam, to tęsknie. Kiedyś było tak cieplutko, tak różowiutko. Ja żyłam na polanie pełnej kwiatów, spleciona z nimi. Słońce delikatnie muskało moją twarz, wszystko pachniało jak świeża pościel. Uwielbiam zapach świeżej pościeli, a Ty? Nawet gwoździe, nawet potłuczone szkło może być przewygodne, kiedy patrzy się przez zamknięte oczy. Chciałam tylko leżeć i upajać się chwilą, którą mi podarowałeś. Dlaczego trwała tak długo? Przecież chwile są krótkie, ta była zdecydowanie za długa. Zapomniałam przez to, gdzie w ogóle się znajduję. Wcześniej to była delikatna polanka, daleko od miasta z małym domkiem gdzieś w oddali. Potem okazało się, że to tylko kawałek trawy koło drogi. Ktoś mnie tam wyrzucił, kiedy byłam lekko nieprzytomna. Przeleżałam tam kilka lat, nie pamiętam kto mnie obudził, ale nienawidzę go za to. Jak dziwnie można postrzegać rzeczywistość, kiedy zdaje się być ona zaledwie symulacją Twoich pragnień. Muszę przyznać, że wygodniej było koło drogi, tak beztrosko. Nawet przejeżdżające samochody nie były w stanie zakłócić tego, co tworzyło się w mojej głowie. Szkoda... Dzisiaj znów nie wiem gdzie jestem. Wyobrażam to sobie jako jakąś małą drewnianą chatkę, gdzieś wysoko w górach. Jest dość chłodno, mało kto tu zagląda. Ja lubię siedzieć na drewnianej poręczy od schodów, oglądać drzewa z góry, wydychać parę ustami i przyglądać się, jak moja herbata szybko stygnie. Mam na sobie ciepły sweter, trochę wyciągnięty, bo teraz jestem sama. Nie ogrzeje mnie ciepło niczyich rąk, bo jakoś tak się składa, że żadne ręce nie nadchodzą. I tak sobie myślę, że to tylko moje wyobrażenie. A gdybym tak po prostu przestała oddychać tamtym powietrzem i przeniosła się nad morze? Ciepłe morze, ciepły piasek, który oddawałby mi swoje ciepło, a ja wieczorem półnaga oglądałabym zachód słońca. Iście romantycznie, tylko czy tam znów nie byłabym sama? Może moja wyobraźnia podsunęłaby mi kogoś dobrego. Nie. To się nie uda. Ten domek w górach jest mocno realistyczny. Chcę tu być. Trzymać w ręku książkę, czuć zapach sosen. Tutaj też jest zapach czystej pościeli spowitej drewnianą wonią. Widzę, że się uśmiechasz. Ja staram się odwzajemnić ten uśmiech, ale bez tych okularów to jednak ciężkie, bo widzę Cię takim, jak wszyscy dookoła. Zakładam różowe filtry na oczy i od razu jest lepiej. Oni nie wiedzą jaki jesteś. Tylko ja wiem. Tylko ja...
Zamykam drzwi do domku, bo jest mi zimno. 

18 sierpnia 2014

Not good enough.

Nie wiem, nie starałam się - pomyślałam.
Nie wiem czemu, ale kiedy jestem wśród ludzi, kiedy na nich patrzę, staram się zachowywać cząstki normalności. Niestety, jeśli tylko spojrzę gdzie indziej, wyłączam się. Nie słyszę o czym mówią, z czego się śmieją. Jednak w pewien sposób czuję się ich częścią. I kiedy tylko zostaję sama na ulicy, napływają mi łzy do oczu i czuję jakbym wyszła z jakiegoś transu. Jakby wszystko to, co się działo, było tylko symulacją rzeczywistości, czymś co chciałabym widzieć, czymś w czym chciałabym uczestniczyć. Siedząc z ludźmi mam wrażenie jakbym obserwowała ich przez szybę. Dobrze mi, że są, że ich widzę, ale nie mogę do końca z nimi się skontaktować.
Nie umiem powstrzymać się od wrażenia, że jednak życie nie jest dla wszystkich...


Nie jest łatwo odnaleźć siebie, kiedy tak naprawdę nie wiesz czego szukać. Może ja po prostu taka jestem - nie do końca zdefiniowana, niejednoznaczna, a próbuję na siłę wcisnąć się w jakieś ramki, żeby społeczeństwu lepiej się mnie odbierało. Nie umiem rozgryźć siebie. Jak mogłabym tego wymagać od innych. Nie chcę być w ramce, jednak usilnie do tego dążę. Czy nie mogłabym wreszcie zaakceptować tego faktu, że po prostu taka jestem? Dlaczego wszyscy nie możemy? 

6 sierpnia 2014

YOU DIED!

Ewidentnie, bezapelacyjnie...
Cieszę się, że znów umarłam, znów poczułam wolność z bycia sobą. Cieszę się, że usłyszałam parę słów, odkryłam kilka prawd. To miłe uczucie, kiedy wiesz, że coś się dzieje w Twoim życiu, że ktoś się dzieje w Twoim życiu. Coraz więcej chwil poświęcam na bycie naprawdę zadowoloną - z siebie i tego małego pałatajstwa wokół siebie. Cieszę się momentami i chwilami, bo to one składają się na większą całość. Mimo codziennych lęków i zdziwień, dochodzę do pewnych miejsc. Jakieś save pointy się człowiekowi czasem należą. Tutaj mój save point i tutaj staram się zregenerować siły. Po raz pierwszy od wielu dni piszę coś w miarę pozytywnego. Pozytywnego w takim sensie, że nie jest to smutne. Zaczynam powoli ogarniać, że taka jestem. Nigdy nie będę optymistką, to raczej mi nie grozi, ale jakoś mogę powoli egzystować w tym świecie, żeby nie czuć się nieszczęśliwą.

Czekam...