Jednego dnia myślisz sobie, że nic nie ma sensu, że ktoś kiedyś ułożył taki scenariusz dla Ciebie i nic nie jesteś w stanie z tym zrobić. Godzisz się na nieszczęścia przydarzające się Tobie, nie mając świadomości, ze tak naprawdę sam jesteś odpowiedzialny za to wszystko dookoła.
Pewnego dnia siadasz z kubkiem przed chwilą zaparzonej herbaty, bierzesz książkę do ręki i nagle dostajesz olśnienia. Nie ma czegoś takiego, jak plan dla mnie stworzony. Jestem panem swego losu i mogę wszystko zmienić. Jesteś jak perpetum mobile nieustającego szczęścia. Myślisz, że możesz więcej, że każdy dzień jest nowym początkiem i nieważne jaki byłeś wczoraj, co mówili o Tobie inni. Zaczynasz żyć według własnych reguł, żyjesz tak, jak zawsze chciałeś.
Kolejnego dnia siadasz dumny z siebie z kubkiem herbaty, sięgasz po książkę i dochodzisz do wniosku, że po co było to wszystko. Ta cała zmiana. Nikt jej nie zauważył, każdy dziwnie patrzył na Twoje zachowanie, bo byli przyzwyczajeni do czegoś innego. Ludzie usilnie próbowali wcisnąć Cię w starą ramkę i co robisz? Poddajesz się im. Herbata stygnie, odkładasz książkę i czujesz tylko, jak łzy spływają powoli po policzku. Myślisz sobie, że Ciebie na pewno nie dotyczy to, że można się zmienić. Każdy może, ale nie ja.
Pamiętaj, że któregoś dnia, naprawdę któregoś dnia, znów usiądziesz z książką i herbatą i pomyślisz "tak, dziś jest ten dzień, kiedy mogę tyle zmienić". Proszę Cię. Tego samego dnia, kiedy znów pomyślisz, że wszystko się ułoży, że dasz z siebie wszystko, przypomnij sobie, że może zdarzyć się dzień zwątpienia, który pewnie już przeżyłeś, skoro znajdujesz się właśnie tutaj. Przypomnij sobie o tym, że to tylko jeden dzień, ale jutro będzie kolejny, nowy początek i wszystko dalej będzie tak, jak chcesz. Nie marnuj szansy na dążenie do doskonałości, na dążenie do akceptacji samego siebie. Skoro ludzie przyzwyczaili się do "starego" Ciebie, to do nowego też kiedyś przywykną. Nie warto znów zaczynać wszystkiego od początku. Może lekko się cofniemy, może spadniemy o szczebel niżej.
Nie chcę po raz kolejny przechodzić tego, co było dawno. A niestety, nieustannie do tego zmierzam. Tak bardzo chciałam, żeby ludzie mieli mnie za kogoś innego, kogoś na kogo pracowałam bardzo długo. Nie zauważyłam, że nic się nie zmieniło. Ludzie sprzed ośmiu lat, myślą o mnie dokładnie to samo, co Ci, którzy są blisko teraz. Nie taki miałam plan. Inne były założenia. Nie wiem gdzie zrobiłam błąd, ale nie chce mi się czasem na siebie patrzeć. Kiedy widzę, że znów zataczam koło. Kiedy myślałam, że jestem już taka mądra, że tyle się nauczyłam... Niczego się nie nauczyłam. Powiem więcej. Mam wrażenie, że się cofnęłam. Niby wiem więcej, ale coraz mniej stosuje się do tego, co pozwoliło mi przetrwać.
Dlatego proszę Ciebie i siebie samą. Nie poddawaj się, bo ktoś nie widzi zmiany. Nie dawaj ludziom wepchnąć Cię z powrotem do dziupli, z której chcesz wypłynąć. Żyj własnym życiem i uczyń je pięknym dla samego siebie.
"Idź i nie grzesz więcej."
29 grudnia 2014
7 grudnia 2014
Please...
Śniło mi się ostatnio, że Cię zabiłam.
Nie. To nie był sen. Gdyby nim był, to obudziłabym się w łóżku, a nie na środku chodnika w drodze do domu.
Było lato. Liście, jak żywe poruszały się na wietrze, kołysane przez gałęzie. Poczułam przyjemny, ciepły podmuch wiatru. Szłam zaczarowana pięknym, otaczającym mnie widokiem. Byłam jednością z przyrodą, nigdy nie byłam tak dopasowana do przestrzeni powietrznej, jak wtedy. Nagle poczułam okropny ucisk w klatce piersiowej. Mocny impuls uderzył mi do głowy, zachwiałam się na nogach. Myślałam, że to upał daje się we znaki.
Zobaczyłam Ciebie. Szedłeś cały rozpromieniony z nowym przyjacielem u boku. Wokół Ciebie wciąż było lato, a koło mnie zebrała się zima. Dzielący nas dystans przeszłam w ciągu kilku sekund. I nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to się stało. Poczułam metal pod palcami. Trzymałam mocno w zaciśniętej pięści nóż. Wiedziałam od razu, co zamierzam z nim zrobić. Stal błysnęła przed moimi oczami. Mój cel jest słuszny, powtarzałam sobie w myślach. Nim się obejrzałam, ostrze było wbite w krtań Twojego towarzysza. Ciebie nie chciałam zabijać, uwierz mi. Chciałam Cię uwolnić, chciałam dać Ci schronienie. Wtedy Ty złapałeś mnie za rękę. Chciałeś go obronić. Nie spodziewałeś się, że mogłam nabrać takiej siły. W przerażającym odruchu, wykręciłam Twoją rękę i rozpoczęłam nieprzerwany atak. Widziałam tylko nóż i miejsce, w które na zmianę uderzałam i wyjmowałam narzędzie zbrodni. Po chwili Twój brzuch był wypełniony ogromną ilością krwi. Zanim upadłeś na ziemię, spojrzałeś w moje oczy. Twoja twarz przyjęła błagalny wyraz.
Znów poczułam ten ucisk. Zima opanowała wszystko. Dwa ciała leżały przede mną, jako dowód mojego załamania psychicznego. Krew wyciekała na puszysty śnieg. Zwłoki powoli zostały przykryte cienką warstwą białego puchu.
Ocknęłam się, dokładnie w tym miejscu, gdzie dokonałam najgorszego. Przystanęłam na chwilę. Czy to wydarzyło się naprawdę? Jak znalazłam się nagle w tym miejscu, skoro jeszcze 5 sekund temu byłam o wiele dalej? Ogarnęła mnie nienawiść do samej siebie. To nie był sen, ale jawa też nie.
Uspokój myśli. Unikaj zła, które próbuje się obudzić w Tobie i zacznij je zwalczać dobrem.
Ty nie musisz się mnie bać.
Ja zaczynam bać się siebie.
Nie. To nie był sen. Gdyby nim był, to obudziłabym się w łóżku, a nie na środku chodnika w drodze do domu.
Było lato. Liście, jak żywe poruszały się na wietrze, kołysane przez gałęzie. Poczułam przyjemny, ciepły podmuch wiatru. Szłam zaczarowana pięknym, otaczającym mnie widokiem. Byłam jednością z przyrodą, nigdy nie byłam tak dopasowana do przestrzeni powietrznej, jak wtedy. Nagle poczułam okropny ucisk w klatce piersiowej. Mocny impuls uderzył mi do głowy, zachwiałam się na nogach. Myślałam, że to upał daje się we znaki.
Zobaczyłam Ciebie. Szedłeś cały rozpromieniony z nowym przyjacielem u boku. Wokół Ciebie wciąż było lato, a koło mnie zebrała się zima. Dzielący nas dystans przeszłam w ciągu kilku sekund. I nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to się stało. Poczułam metal pod palcami. Trzymałam mocno w zaciśniętej pięści nóż. Wiedziałam od razu, co zamierzam z nim zrobić. Stal błysnęła przed moimi oczami. Mój cel jest słuszny, powtarzałam sobie w myślach. Nim się obejrzałam, ostrze było wbite w krtań Twojego towarzysza. Ciebie nie chciałam zabijać, uwierz mi. Chciałam Cię uwolnić, chciałam dać Ci schronienie. Wtedy Ty złapałeś mnie za rękę. Chciałeś go obronić. Nie spodziewałeś się, że mogłam nabrać takiej siły. W przerażającym odruchu, wykręciłam Twoją rękę i rozpoczęłam nieprzerwany atak. Widziałam tylko nóż i miejsce, w które na zmianę uderzałam i wyjmowałam narzędzie zbrodni. Po chwili Twój brzuch był wypełniony ogromną ilością krwi. Zanim upadłeś na ziemię, spojrzałeś w moje oczy. Twoja twarz przyjęła błagalny wyraz.
Znów poczułam ten ucisk. Zima opanowała wszystko. Dwa ciała leżały przede mną, jako dowód mojego załamania psychicznego. Krew wyciekała na puszysty śnieg. Zwłoki powoli zostały przykryte cienką warstwą białego puchu.
Ocknęłam się, dokładnie w tym miejscu, gdzie dokonałam najgorszego. Przystanęłam na chwilę. Czy to wydarzyło się naprawdę? Jak znalazłam się nagle w tym miejscu, skoro jeszcze 5 sekund temu byłam o wiele dalej? Ogarnęła mnie nienawiść do samej siebie. To nie był sen, ale jawa też nie.
Uspokój myśli. Unikaj zła, które próbuje się obudzić w Tobie i zacznij je zwalczać dobrem.
Ty nie musisz się mnie bać.
Ja zaczynam bać się siebie.
30 września 2014
Shoot me in the face.
Wytańcz mnie.
Mijamy się codziennie, patrząc na siebie uważnie. W sumie - nie odrywamy wzroku, kompletnie zapatrzeni w ruch naszych źrenic. I tak, jak ja zawsze myślałam, że nie potrafisz uważnie obserwować, tak i Ty myślałeś, że nie potrafię utrzymać kontaktu, że jestem na to za słaba. Myślę sobie - czy to ja jestem słaba, bo nie chciałam wlepiać ślepi natrętnie? Możemy tańczyć tak w kółku - milcząc. Potem to się zmieniło. Ciekawa jestem czemu. Zacząłeś powoli męczyć się, gubić krok, wyczuwałeś, że to ja mam energetyczną przewagę i nie mogłeś zrozumieć dlaczego. Mocniej odczuwałam emocje od Ciebie, bardziej mnie wszystko doświadczało, ale w związku z tym nauczyłam się lepiej sobie z tym radzić. Padłeś. Byłeś zmęczony, wyczerpany, wykończony psychicznie. Wytłumacz, dlaczego tak strasznie przytłaczały Cię moje oczy? Dlaczego prosiłeś, żebym nie patrzyła już tak? Jak? Mówiłeś, że to agresja, że boisz się mnie, bo jestem silniejsza. Stałam się taka, a Ty osłabłeś, bo po prostu już chciałeś. W tym spojrzeniu kryła się głęboka miłość, która kroiła Twoją wątłą duszę, jak ostry miecz. Za dużo szczerości w nim było. Cały ten taniec, walka ze sobą, pokazała mi, że Ty wciąż grałeś, a ja włożyłam całe emocje, całą energię w to, żeby wyglądać pięknie, żeby innym przyjemnie patrzyło się na to widowisko. Twój ruch męczył innych, wszyscy widzieli, że to wyćwiczona rola. Mimo wszystko przedstawienie to było dobre. Dwoje kochanków, bijących się o atencję. Ale czyją?
Pozwoliłam sobie na chwilę odpoczynku, mała przerwa na łyk wody. Jestem gotowa, żeby podjąć dalszą walkę. Ty za to miałeś sporo czasu, dla mnie upłynęło to jak pięć minut. Chcę jeszcze raz zatańczyć, ale tak do końca, do końca prawdziwie.
21 września 2014
Forgive me.
Sympatia, przywiązanie i ostatecznie zrozumienie. Wydaje Ci się, że to posiadasz i nagle pewnego dnia, którego w ogóle się nie spodziewasz, to odchodzi. Tak samo, jak wydawało Ci się, że znasz siebie, tak samo wydawało Ci się, że znasz kogoś. Druga osoba stała się wyznacznikiem Twojej osobowości i nagle znikła. To dlatego zatraciłeś siebie czy po prostu nigdy tego nie odnalazłeś?
Gubię się w tym jak strasznie skomplikowani są ludzie i wszystko to, co z nimi związane, co odbija się w ich duszy. Każdy dąży do głębokiego poznania, bo wtedy wydaje mu się, że osiąga jakiś wewnętrzny spokój. Tak naprawdę nigdy niczego nie poznamy do końca, tak szczegółowo jakbyśmy tego chcieli. Jak moglibyśmy to zrobić, kiedy nie znamy siebie? Życie jest nieprzewidywalne i rzuca nas czasem w takie zakamarki naszej podświadomości, że nie potrafimy sobie z nimi poradzić. Po raz pierwszy musimy zmagać się z jakimś problemem, którego istnienia jeszcze wczoraj nie byliśmy świadomi.
Czasem brakuje nam tego, brakuje nam, żeby ktoś po prostu zrozumiał. Lepiej zrozumieć samego siebie. Poznać siebie. Zaprzyjaźnić się z sobą, unikać pustki w sercu, bo kiedy mamy siebie, mamy wszystko. Jak możemy wypełnić coś, czego pochodzenia nie znamy. Więc zacznijmy od siebie. Wtedy będziemy mieli miłość, przyjaźń, zrozumienie, zaufanie na wyciągnięcie ręki.
Dawanie jest o wiele bardziej korzystne, jeśli mamy czym się dzielić.
Wydaje nam się, że jeśli nie akceptujemy siebie, to potrzebujemy poznać kogoś, kto zrobi to za nas. Ale jak możesz dać komuś miłość, jeśli nie ma jej w Tobie? Jak możesz akceptować czyjeś wady, jeśli nie akceptujesz swoich?
Za długo siedziałam na ganku. Herbata wystygła, a ja patrzyłam zaślepiona w widok gór, z nadzieją, że przyjdziesz. Chciałam żebyś pojawił się choć na sekundę, żebyś pocałował mnie w policzek. Teraz wiem, że wcale nie na to czekałam, nie tego chciałam. Chciałam po prostu kogoś, kto pozwoli mi zapomnieć, że ta herbata jest już zimna.
11 września 2014
Little House.
Wiedziałam, że tak łatwo nie pozwolisz mi odejść. Nie pozwolisz mi, zaszyć się gdzieś daleko od Ciebie, żeby zapomnieć. Nawet kiedy staram się odjechać jak najdalej, Ty zawsze mnie uprzedzasz. Odwiedzasz to miejsce pierwszy, żeby zostawić mi jakoś znak, przypomnienie.
Wiedziałam, że tak łatwo nie pozwolisz mi być szczęśliwą. Nie pozwolisz mi uciec od wspomnień i zbudować radość prosto na swoim sercu.
Nawet kiedy staram się uśmiechać każdego dnia, odnajduję Twoje przypomnienia.
Wiedziałam, że kłamiesz, mówiąc, że chcesz widzieć mnie szczęśliwą. Tak naprawdę nie chcesz tego, gdyby tak było, po co by były te przypomnienia. Dlaczego nie dawałbyś mi spać po nocach i drżeć ze strachu,
kiedy poczuję coś dobrego.
Wiedziałam, że łatwo nie będzie. Ty też to wiedziałeś.
Za dużo wiedzieliśmy, zdecydowanie za dużo.
Czasem lepiej nie wiedzieć jest.
Podobno im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. To prawda. Tylko kiedy jesteśmy nieświadomi czyhającego nieszczęścia, jesteśmy w stanie rozkoszować się dniem dzisiejszym.
Ale ja nie mogę.
Za dużo wiem, zdecydowanie za dużo.
Czasem lepiej nie wiedzieć jest.
Czy ludzie są szczęśliwi naprawdę? Jak to dostrzec?
Kiedy idę ulicą, zastanawiam się, co myślą Ci ludzie. Co dopiero wydarzyło się chwilę temu w ich życiu, a co dopiero się wydarzy. Czasem widzę kobietę, która idzie - płacze. Mam ochotę spytać się, co się stało. Na myśl przychodzą mi zaraz rzeczy, które dopadły mnie, że nie potrafiłam powstrzymać płaczu nawet na ulicy. Czasem widzę parę, która stoi - kłócą się. Myślę sobie czy to jakaś błahostka, z którą teraz nie potrafią sobie poradzić i to tylko emocje wzięły górę czy właśnie przechodzą głęboki kryzys.
Ilu ludzi, tyle historii. Chciałabym je wszystkie poznać. Wiem - to niemożliwe, ale nadzieja, że kiedyś to się stanie jest silniejsza. Mogę mieć nadzieję. Tak samo, jak mam nadzieję, że kiedyś spojrzę w lustro na siebie tak, jak kiedyś. Że Ty spojrzysz...
Trudno mi dostrzec w sobie jakieś zmiany, ale tak - definitywnie zmieniłam się. Tylko kiedyś potrafiłam ocenić czy na lepsze czy gorsze. Teraz myślę, że nie ma takiej hierarchii.
Zmiana to zmiana, nastąpiła, a wiec musiała.
Powinnam to zaakceptować, że to nieuchronne, że nie zatrzymam żadnej chwili.
Dzisiaj nie widziałam słońca. Po prostu go nie ma. Pochmurny dzień, będę musiała wyjść i się z nim zmierzyć. Poczuć się przez chwilę jego częścią, następnie wrócę do domu i odetnę się od niego. Nie na zawsze, bo jutro znów będę musiała to zrobić. Codziennie muszę czuć się częścią otaczającego mnie świata, bo żeby drzewa mogły mówić, ja muszę oddychać. Chciałabym żyć.
Two weeks together, that's all it took, two weeks for me to fall in love with you.
31 sierpnia 2014
Bad decisions.
Witaj drewniany domku, witaj. Jednak nie ma siły na uwolnienie się od Ciebie. Niestety im dłużej tu jestem, tym lepiej rozumiem, dlaczego się tu znalazłam. Jest tutaj wszystko co lubię: ciepłe mleko z miodem, piękna pościel, zapach drewna, cała półka z książkami, sosny, ciepły kominek. Nic mi więcej nie potrzeba. Tak sobie myślę, czy kiedykolwiek będzie potrzeba. Niestety mam to do siebie, ze źle lokuję uczucia, że źle wybieram. Męczy mnie moja słabość do tego. Każdy wolałaby trafić w dziesiątkę albo chociaż w ósemkę czy siódemkę.
Ja trafiam w jedynki.
Siedziałam sobie w fotelu, czytając moją ulubioną książkę i nagle zobaczyłam, że ktoś stoi przed domkiem. Był to dość niespotykany widok, cień postaci zasłonił mi litery w książce, więc postanowiłam wstać. Odchyliłam zasłonkę i zauważyłam mężczyznę, był cały przemarznięty, więc mimo obaw otworzyłam drzwi. Zawiało chłodem, w jego oczach było coś, co pozwoliło mi od razu mu zaufać. Wpuściłam go do środka, zaparzyłam herbatę i podałam koc. Rozmawialiśmy jak najlepsi przyjaciele. To bardzo dziwne uczucie, kiedy tak łatwo łapiesz kontakt z kimś obcym, opowiadasz mu swoją bolączki, a nie potrafisz porozumieć się z bliskimi. Śmialiśmy się, przedstawialiśmy swoje historię, a ja robiłam herbatę za herbatą. Mężczyzna ten miał w sobie coś niewiarygodnie przyciągającego. Sposób w jaki się wypowiadał, jego mowa ciała nie wskazywały na to, że ma złe zamiary. Był dość nieśmiały, jednak wspólny język pozwolił na swobodną rozmowę. Nie mieliśmy ochoty zaprzestawać, jednak sen nas zmagał i musieliśmy położyć się spać. Pozwoliłam spać mu na dole przy kominku. Przygotowałam ciepły kąt. Mimo zmęczenia długo nie mogłam usnąć, myśląc jak ciepło zrobiło się, kiedy przyszedł. Na drugi dzień zeszłam zaspana na dół. Z uśmiechem na twarzy powitałam jego i ziewając powiedziałam dzień dobry. Niestety jego już nie było. Zastałam tylko puste kubki po herbacie, koc złożony w kostkę i poduszki wytrzepane i ułożone na nim. Ciepło i radość, którym jeszcze wczoraj było wypełnione to pomieszczenie, uciekło bezpowrotnie. Wiem, że nie wróci. Precyzja z jaką opuścił mój domek, nie dawała innej odpowiedzi. Nie wiem czemu myślałam, że zostanie na dłużej. Miałam tylko nadzieję, bo tak dawno nikogo tu nie było. Tak dawno z nikim nie mogłam porozmawiać w ten sposób i poczuć się naprawdę zrozumianą. Niestety ludzie przychodzą i odchodzą, a ja nadal jestem w tym domku. Morze to naprawdę kusząca propozycja, ale to tylko zmiana miejsca, bo samotność zostanie ta sama. Lepiej było żyć w obłędzie, w błogiej nieświadomości.
Nie wiem czy pozwolę sobie jeszcze kiedyś na wpuszczenie tu kogoś obcego. Fakt niewyobrażalnie miło móc wreszcie śmiać się w głos, czuć niewymuszony uśmiech na swojej twarzy, ale rozczarowanie które się pojawiło, było nie współmiernie większe od tej radości.
Lepiej było spać.
24 sierpnia 2014
Wooden House.
Założyłam coś na kształt różowych okularów.
Jak mi przykro - nie zadziałało.
Pokrótce opowiem, że to nie moja bajka. Mieszkać tu, żyć tu.
Lubię przestrzeń, lubię zieleń, lubię oddychać powietrzem wydychanym przez Ciebie.
Lubię, gdy moje poduszki pachną miłością i kiedy można popatrzeć sobie w oczy.
Chciałam powiedzieć Ci coś ważnego, bo kimś ważnym byłeś. Nie uciekniesz, uciekają tchórze. Nie mogę Cię nim nazwać. To co powiem, może wydawać Ci się śmieszne, ale uśmiecham się, gdy myślę o tych okularach, które mi podarowałeś. Mimo tego, że w moich rękach nie ma z nich żadnego pożytku i mimo tego wszystkiego co przez nie obserwowałam, to tęsknie. Kiedyś było tak cieplutko, tak różowiutko. Ja żyłam na polanie pełnej kwiatów, spleciona z nimi. Słońce delikatnie muskało moją twarz, wszystko pachniało jak świeża pościel. Uwielbiam zapach świeżej pościeli, a Ty? Nawet gwoździe, nawet potłuczone szkło może być przewygodne, kiedy patrzy się przez zamknięte oczy. Chciałam tylko leżeć i upajać się chwilą, którą mi podarowałeś. Dlaczego trwała tak długo? Przecież chwile są krótkie, ta była zdecydowanie za długa. Zapomniałam przez to, gdzie w ogóle się znajduję. Wcześniej to była delikatna polanka, daleko od miasta z małym domkiem gdzieś w oddali. Potem okazało się, że to tylko kawałek trawy koło drogi. Ktoś mnie tam wyrzucił, kiedy byłam lekko nieprzytomna. Przeleżałam tam kilka lat, nie pamiętam kto mnie obudził, ale nienawidzę go za to. Jak dziwnie można postrzegać rzeczywistość, kiedy zdaje się być ona zaledwie symulacją Twoich pragnień. Muszę przyznać, że wygodniej było koło drogi, tak beztrosko. Nawet przejeżdżające samochody nie były w stanie zakłócić tego, co tworzyło się w mojej głowie. Szkoda... Dzisiaj znów nie wiem gdzie jestem. Wyobrażam to sobie jako jakąś małą drewnianą chatkę, gdzieś wysoko w górach. Jest dość chłodno, mało kto tu zagląda. Ja lubię siedzieć na drewnianej poręczy od schodów, oglądać drzewa z góry, wydychać parę ustami i przyglądać się, jak moja herbata szybko stygnie. Mam na sobie ciepły sweter, trochę wyciągnięty, bo teraz jestem sama. Nie ogrzeje mnie ciepło niczyich rąk, bo jakoś tak się składa, że żadne ręce nie nadchodzą. I tak sobie myślę, że to tylko moje wyobrażenie. A gdybym tak po prostu przestała oddychać tamtym powietrzem i przeniosła się nad morze? Ciepłe morze, ciepły piasek, który oddawałby mi swoje ciepło, a ja wieczorem półnaga oglądałabym zachód słońca. Iście romantycznie, tylko czy tam znów nie byłabym sama? Może moja wyobraźnia podsunęłaby mi kogoś dobrego. Nie. To się nie uda. Ten domek w górach jest mocno realistyczny. Chcę tu być. Trzymać w ręku książkę, czuć zapach sosen. Tutaj też jest zapach czystej pościeli spowitej drewnianą wonią. Widzę, że się uśmiechasz. Ja staram się odwzajemnić ten uśmiech, ale bez tych okularów to jednak ciężkie, bo widzę Cię takim, jak wszyscy dookoła. Zakładam różowe filtry na oczy i od razu jest lepiej. Oni nie wiedzą jaki jesteś. Tylko ja wiem. Tylko ja...
Zamykam drzwi do domku, bo jest mi zimno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)