Witaj drewniany domku, witaj. Jednak nie ma siły na uwolnienie się od Ciebie. Niestety im dłużej tu jestem, tym lepiej rozumiem, dlaczego się tu znalazłam. Jest tutaj wszystko co lubię: ciepłe mleko z miodem, piękna pościel, zapach drewna, cała półka z książkami, sosny, ciepły kominek. Nic mi więcej nie potrzeba. Tak sobie myślę, czy kiedykolwiek będzie potrzeba. Niestety mam to do siebie, ze źle lokuję uczucia, że źle wybieram. Męczy mnie moja słabość do tego. Każdy wolałaby trafić w dziesiątkę albo chociaż w ósemkę czy siódemkę.
Ja trafiam w jedynki.
Siedziałam sobie w fotelu, czytając moją ulubioną książkę i nagle zobaczyłam, że ktoś stoi przed domkiem. Był to dość niespotykany widok, cień postaci zasłonił mi litery w książce, więc postanowiłam wstać. Odchyliłam zasłonkę i zauważyłam mężczyznę, był cały przemarznięty, więc mimo obaw otworzyłam drzwi. Zawiało chłodem, w jego oczach było coś, co pozwoliło mi od razu mu zaufać. Wpuściłam go do środka, zaparzyłam herbatę i podałam koc. Rozmawialiśmy jak najlepsi przyjaciele. To bardzo dziwne uczucie, kiedy tak łatwo łapiesz kontakt z kimś obcym, opowiadasz mu swoją bolączki, a nie potrafisz porozumieć się z bliskimi. Śmialiśmy się, przedstawialiśmy swoje historię, a ja robiłam herbatę za herbatą. Mężczyzna ten miał w sobie coś niewiarygodnie przyciągającego. Sposób w jaki się wypowiadał, jego mowa ciała nie wskazywały na to, że ma złe zamiary. Był dość nieśmiały, jednak wspólny język pozwolił na swobodną rozmowę. Nie mieliśmy ochoty zaprzestawać, jednak sen nas zmagał i musieliśmy położyć się spać. Pozwoliłam spać mu na dole przy kominku. Przygotowałam ciepły kąt. Mimo zmęczenia długo nie mogłam usnąć, myśląc jak ciepło zrobiło się, kiedy przyszedł. Na drugi dzień zeszłam zaspana na dół. Z uśmiechem na twarzy powitałam jego i ziewając powiedziałam dzień dobry. Niestety jego już nie było. Zastałam tylko puste kubki po herbacie, koc złożony w kostkę i poduszki wytrzepane i ułożone na nim. Ciepło i radość, którym jeszcze wczoraj było wypełnione to pomieszczenie, uciekło bezpowrotnie. Wiem, że nie wróci. Precyzja z jaką opuścił mój domek, nie dawała innej odpowiedzi. Nie wiem czemu myślałam, że zostanie na dłużej. Miałam tylko nadzieję, bo tak dawno nikogo tu nie było. Tak dawno z nikim nie mogłam porozmawiać w ten sposób i poczuć się naprawdę zrozumianą. Niestety ludzie przychodzą i odchodzą, a ja nadal jestem w tym domku. Morze to naprawdę kusząca propozycja, ale to tylko zmiana miejsca, bo samotność zostanie ta sama. Lepiej było żyć w obłędzie, w błogiej nieświadomości.
Nie wiem czy pozwolę sobie jeszcze kiedyś na wpuszczenie tu kogoś obcego. Fakt niewyobrażalnie miło móc wreszcie śmiać się w głos, czuć niewymuszony uśmiech na swojej twarzy, ale rozczarowanie które się pojawiło, było nie współmiernie większe od tej radości.
Lepiej było spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz