6 sierpnia 2014

YOU DIED!

Ewidentnie, bezapelacyjnie...
Cieszę się, że znów umarłam, znów poczułam wolność z bycia sobą. Cieszę się, że usłyszałam parę słów, odkryłam kilka prawd. To miłe uczucie, kiedy wiesz, że coś się dzieje w Twoim życiu, że ktoś się dzieje w Twoim życiu. Coraz więcej chwil poświęcam na bycie naprawdę zadowoloną - z siebie i tego małego pałatajstwa wokół siebie. Cieszę się momentami i chwilami, bo to one składają się na większą całość. Mimo codziennych lęków i zdziwień, dochodzę do pewnych miejsc. Jakieś save pointy się człowiekowi czasem należą. Tutaj mój save point i tutaj staram się zregenerować siły. Po raz pierwszy od wielu dni piszę coś w miarę pozytywnego. Pozytywnego w takim sensie, że nie jest to smutne. Zaczynam powoli ogarniać, że taka jestem. Nigdy nie będę optymistką, to raczej mi nie grozi, ale jakoś mogę powoli egzystować w tym świecie, żeby nie czuć się nieszczęśliwą.

Czekam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz