Wytańcz mnie.
Mijamy się codziennie, patrząc na siebie uważnie. W sumie - nie odrywamy wzroku, kompletnie zapatrzeni w ruch naszych źrenic. I tak, jak ja zawsze myślałam, że nie potrafisz uważnie obserwować, tak i Ty myślałeś, że nie potrafię utrzymać kontaktu, że jestem na to za słaba. Myślę sobie - czy to ja jestem słaba, bo nie chciałam wlepiać ślepi natrętnie? Możemy tańczyć tak w kółku - milcząc. Potem to się zmieniło. Ciekawa jestem czemu. Zacząłeś powoli męczyć się, gubić krok, wyczuwałeś, że to ja mam energetyczną przewagę i nie mogłeś zrozumieć dlaczego. Mocniej odczuwałam emocje od Ciebie, bardziej mnie wszystko doświadczało, ale w związku z tym nauczyłam się lepiej sobie z tym radzić. Padłeś. Byłeś zmęczony, wyczerpany, wykończony psychicznie. Wytłumacz, dlaczego tak strasznie przytłaczały Cię moje oczy? Dlaczego prosiłeś, żebym nie patrzyła już tak? Jak? Mówiłeś, że to agresja, że boisz się mnie, bo jestem silniejsza. Stałam się taka, a Ty osłabłeś, bo po prostu już chciałeś. W tym spojrzeniu kryła się głęboka miłość, która kroiła Twoją wątłą duszę, jak ostry miecz. Za dużo szczerości w nim było. Cały ten taniec, walka ze sobą, pokazała mi, że Ty wciąż grałeś, a ja włożyłam całe emocje, całą energię w to, żeby wyglądać pięknie, żeby innym przyjemnie patrzyło się na to widowisko. Twój ruch męczył innych, wszyscy widzieli, że to wyćwiczona rola. Mimo wszystko przedstawienie to było dobre. Dwoje kochanków, bijących się o atencję. Ale czyją?
Pozwoliłam sobie na chwilę odpoczynku, mała przerwa na łyk wody. Jestem gotowa, żeby podjąć dalszą walkę. Ty za to miałeś sporo czasu, dla mnie upłynęło to jak pięć minut. Chcę jeszcze raz zatańczyć, ale tak do końca, do końca prawdziwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz