Śniło mi się ostatnio, że Cię zabiłam.
Nie. To nie był sen. Gdyby nim był, to obudziłabym się w łóżku, a nie na środku chodnika w drodze do domu.
Było lato. Liście, jak żywe poruszały się na wietrze, kołysane przez gałęzie. Poczułam przyjemny, ciepły podmuch wiatru. Szłam zaczarowana pięknym, otaczającym mnie widokiem. Byłam jednością z przyrodą, nigdy nie byłam tak dopasowana do przestrzeni powietrznej, jak wtedy. Nagle poczułam okropny ucisk w klatce piersiowej. Mocny impuls uderzył mi do głowy, zachwiałam się na nogach. Myślałam, że to upał daje się we znaki.
Zobaczyłam Ciebie. Szedłeś cały rozpromieniony z nowym przyjacielem u boku. Wokół Ciebie wciąż było lato, a koło mnie zebrała się zima. Dzielący nas dystans przeszłam w ciągu kilku sekund. I nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to się stało. Poczułam metal pod palcami. Trzymałam mocno w zaciśniętej pięści nóż. Wiedziałam od razu, co zamierzam z nim zrobić. Stal błysnęła przed moimi oczami. Mój cel jest słuszny, powtarzałam sobie w myślach. Nim się obejrzałam, ostrze było wbite w krtań Twojego towarzysza. Ciebie nie chciałam zabijać, uwierz mi. Chciałam Cię uwolnić, chciałam dać Ci schronienie. Wtedy Ty złapałeś mnie za rękę. Chciałeś go obronić. Nie spodziewałeś się, że mogłam nabrać takiej siły. W przerażającym odruchu, wykręciłam Twoją rękę i rozpoczęłam nieprzerwany atak. Widziałam tylko nóż i miejsce, w które na zmianę uderzałam i wyjmowałam narzędzie zbrodni. Po chwili Twój brzuch był wypełniony ogromną ilością krwi. Zanim upadłeś na ziemię, spojrzałeś w moje oczy. Twoja twarz przyjęła błagalny wyraz.
Znów poczułam ten ucisk. Zima opanowała wszystko. Dwa ciała leżały przede mną, jako dowód mojego załamania psychicznego. Krew wyciekała na puszysty śnieg. Zwłoki powoli zostały przykryte cienką warstwą białego puchu.
Ocknęłam się, dokładnie w tym miejscu, gdzie dokonałam najgorszego. Przystanęłam na chwilę. Czy to wydarzyło się naprawdę? Jak znalazłam się nagle w tym miejscu, skoro jeszcze 5 sekund temu byłam o wiele dalej? Ogarnęła mnie nienawiść do samej siebie. To nie był sen, ale jawa też nie.
Uspokój myśli. Unikaj zła, które próbuje się obudzić w Tobie i zacznij je zwalczać dobrem.
Ty nie musisz się mnie bać.
Ja zaczynam bać się siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz